ostatnie dni zmęczyły mnie psychicznie. fizycznie również – głownie ze względu na zmniejszenie treningów (paradoksalnie). i ogrom ludzi dookoła. wczoraj, w kulminacyjnym momencie, przez chwilę kręciło mi się aż 8 osób na podwórku – tak się wszystko ponakładało. tyle rzeczy, które muszę pilnować, pomysły, możliwości, ale i ograniczenie wolności – za dużo tego. więc dzisiaj wyszedłem. zabrałem ipada i wsiadłem w pierwszy lepszy autobus by posnuć się po Warszawie. ależ fajnie 🙂 ładuję akumulatory, muszę przetrwać jeszcze tylko przyszły tydzień. potem ludzie znikną, a ja będę mógł wykańczać sobie (zamiast siebie) wszystko w moim własnym (mega powolnym) tempie.