Jestem człowiek z księżyca. Co jest po drugiej stronie?

0
Podaj dalej

Siedzę w samochodzie. Jest wieczór, ciemno. Latarnie i przejeżdzające samochody oświetlają delikatnie ulicę.

Włączam lampkę, potem muzyka, nalewam sobie gorącej herbaty. iPad już czeka, naładowany i gotowy – kładę go na kolanach i zaczynam pisać. Mój cotygodniowy rytuał. W ten sposób bardzo często powstają listy do Ciebie, w każdy poniedziałek, o 18:15 – dokładnie o tej godzinie moja córka zaczyna lekcje tańca, a ja mam godzinę na pisanie. Nie zawsze udaje mi się skończyć w tym czasie, ale powstaje tu zawsze zdecydowana większość listu – mogę dokończyć go następnego dnia rano. Wcześniej pisałem w kawiarni – miałem już nawet takie jedno, ulubione miejsce (pamiętasz jak wspominałem, że lubię obserwować ludzi?), ale… niestety jest zamknięta. Wszystko jest zamknięte. I muszę przyznać – chwilami nawet mi to pasuje.

To nie będzie długi list, opowiem Ci dzisiaj o moim wiernym towarzyszu, którego ze mną mnie ostatnio dużo – czyli o… samochodzie. A dokładniej chodzi o miejsce, jakie potrafiłem sobie w nim zaaranżować.

Siedzę z tyłu, na miejscu pasażera. Raz na środkowym fotelu, innym razem z boku – mogę wtedy swobodnie wyciągnąć nogi na całej kanapie – prawie jak salonie przy kominku. Klawiatura iPada pozwala wygodnie pisać w takiej pozycji. Nad głową wisi lampka – taka turystyczna, niewielka, którą kupuje się do namiotu na wakacje – idealnie się tu sprawdza. Wisi na specjalnie przymocowanej pod sufitem, zbudowanej z dwóch kijków, półce, zaraz obok mikrofonu, którego używam, gdy nagrywam w samochodzie podcast. Całość tworzy śmieszną konstrukcję, której nie spotkasz w żadnym innym samochodzie. Pomiędzy lampką i mikrofonem, przymocowany jest jeszcze głośnik – mały, czarny, bezprzewodowy. Dzięki niemu dokładnie w tej chwili mogę słuchać spokojnej, relaksującej muzyki, która swoim rytmem narzuca klimat tej wiadomości. Nie przeszkadza mi już nawet, że od czasu do czasu zagląda tu jakiś ciekawy przechodzień 🙂.

Tytuł dzisiejszego listu jest fragmentem piosenki, której często tu słucham. Zapętlam ją czasem – pomogła mi w niejednej wiadomości do Ciebie. To właśnie ona zainspirowała mnie do tego, aby opowiedzieć Ci dzisiaj o moim małym, samochodowym świecie. Choć muszę Ci się przyznać, że nie łatwo mi jest odsłaniać rzeczy, które wiem, że mogą wydać się dziwne. Zresztą odsłanianie dziwactw – a każdy swoje ma – nigdy nie jest proste. Jednak to na tyle cenne ćwiczenie, że staram się powtarzać je co jakiś czas. Poza tym, po to chyba jest ten blog? I Ty po to też tu jesteś, prawda? Aby o tych dziwactwach czytać, i może wynieść z nich coś cennego dla siebie?

Od kiedy pozamykali wszystkie kawiarnie, ten – przekształcony na mini-studio, mini-salon – samochód, to moje miejsce, gdzie piszę listy, gdzie powstają wpisy na bloga, gdzie czasem pracuję. Są dni, gdy spędzam tu po kilka godzin. Dzisiaj jest tu za mną termos z herbatą, ale bywają i kanapki, czasem cały obiad. Mam tu stoliczek – idealny do pracy, ale przydatny też, gdy chcę wygodnie zjeść. Miejsca jest całkiem sporo, a i ja przyzwyczaiłem się do takich warunków. Dzięki temu mogę pracować: w lesie, na parkingu, właściwie w dowolnym miejscu. Ten samochód pozwala mi na bycie niezależnym, pozwala planować wspaniałe rzeczy, zachęca do przekraczania granic. Mam sporo związanych z nim planów. Pisałem już o tym – pamiętasz Szwecję? Choć nie jest to dobry czas na podróżowanie, to idealny na przygotowania. I próby. A gdy przyjdzie czas… zobaczymy 🙂.

Moje dzisiejsze pytanie do Ciebie: Masz wokół siebie rzeczy, miejsca, które inspirują Cię i motywują do działania? Opowiesz mi o nich? Dla mnie jedną z takich rzeczy jest samochód. Dzięki niemu mogę snuć plany, przekraczać kolejne granice – również, a może i przede wszystkim, te w głowie. Dla Ciebie to może być coś zupełnie innego, drobnego, niepozornego. To może być miejsce, rzecz, a nawet osoba. Co to jest?

ps. „Czasem śmieję się sam z siebie” – Tak zaczynam wpisy i listy, w których nie jestem zbyt pewny siebie. To takie zdanie, które wypowiadam, aby to, co za chwilę napiszę w newsletterze, na blogu czy w social mediach, nie brzmiało tak absurdalnie jakie wydaje mi się, że w rzeczywistości jest. Abym w razie czego, jak nie spodoba Ci się to, co piszę, sam mógł to trochę obśmiać i powiedzieć, że to faktycznie jest dziwne i śmieszne, a w ogóle to nic takiego. Pewność siebie to trudny temat. Cieszę się, że tym razem to zauważyłem i mogłem wykasować to zdanie z początku wiadomości.

ps. 2 Nagraliśmy z Piotrem niedawno odcinek 🐽 PiG Podcastu na temat wychodzenia ze strefy komfortu – o czym dzisiaj całkiem sporo pisałem. Zachęcam Cię do przesłuchania, myślę, że znajdziesz tam kilka wartościowych rzeczy 🙂.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Chcesz, abym czasem do Ciebie napisał? O tym co ważne, fajne, trudne a czasem smutne?No jasne!
+ +

A Ty masz swoje fajne życie?
Zostaw mi swój adres, abym czasem mógł do Ciebie napisać – poszukajmy wspólnie fajnego życia 🙂

Jesteś na liście! Teraz sprawdź swoją skrzynkę mailową.