Kategoria: 📗 dzienniki

środa, 08.01.2025

wpis z dziennika, 13 kwietnia 2024 roku

08:22. oczywiście. po wczorajszym kfc, dzisiaj brzuszek boli. mam ochotę napisać, że brzuch napierdala i mam sranie… ale na co ta złość i na kogo? wiedziałem przecież, że tak będzie. sam jestem sobie winny. pewnie z tego powodu nie pojadę dziś na dodatkowe 🩰 contemporary z v(…). albo przynajmniej chcę tak myśleć, że to właśnie przez to – takie samoukaranie za błędną decyzję żywieniową. i dobrze.

Dziś nie jadam już kfc, tak samo, jak kebabów. Rzuciłem te dwie rzeczy, tak jak wcześniej pozbyłem się z mojego życia alkoholu, czy papierosów. Pomogły mi w tym właśnie takie wpisy w moim dzienniku. Używam w nich poczucia winy jako narzędzia do lepszego jutra. I to zadziałało, choć trochę czasu to zajęło.

Jestem sobie bardzo wdzięczny za takie decyzje. Co przyniesie nowy rok? Jeszcze nie wiem, ale już nie mogę się doczekać wdzięcznego siebie za kolejne 12 miesięcy.

Koniec roku 2025
Koniec

niedziela, 08.12.2024

…możliwościach. Tak, one są nieograniczone.

Zastanawiam się, czy powinienem napisać: „są nieograniczone, tylko dla rozsądnego człowieka”. Ale nie. Nie dodam. Nasze możliwości są nieograniczone, tylko efekt, albo raczej droga do niego i finał, konsekwencje – są czasem trudne do zaakceptowania.

Początkowo poniższy wpis z mojego dziennika miał służyć mi jako przykład do innego artykułu, jednak uznałem, że on sam w sobie jest tak ważny, że nie będzie przykładem do czegoś większego, ale zostanie samodzielnym przesłaniem mojego bloga na dzisiaj. Jest to wpis o możliwościach, nadziei, poszukiwaniu i odnajdywaniu. Krótki, lecz przepełniony emocjami, szczęściem i wdzięcznością.

Na przykładzie moich treningów doszedłem sobie właśnie do możliwości – i tego, że są one niewyobrażalnie nieograniczone.

Gdy bardzo czegoś chcesz. I aktywnie nad tym pracujesz, nie poddajesz się, mimo przeciwności, mimo trudu.

wpis z dziennika, 3 marca 2023 roku

Rolki dają mi tyle radości. Właściwie nie chodzi tyle o same rolki, co o możliwość nauczenia się czegoś i… robienia tego. Zdobywanie wiedzy i wykorzystywanie jej – w tym wypadku chodzi o sport i nie tyle o wiedzę, co o umiejętności – jest wspaniałe i daje ogrom satysfakcji. Chyba nie udało mi się tego osiągnąć w żadnym innym obszarze mojego życia w tak krótkim czasie. Dwa lata jazdy na rolkach! Tylko dwa lata, czy to możliwe? I to pokazuje jedną, ważną rzecz: wystarczy chcieć!!!! I tyle, tylko tyle.

To jest moje dzisiejsze mikroszczęście.

I pewnie przydałoby się tu małe wyjaśnienie, może i nie takie małe, ta historia czeka na opowiedzenie. I jeszcze ją opowiem.

Dziś jednak o dzienniku, to on jest głównym bohaterem tego wpisu. Jest moim albumem, przypominajką o przygodzie, jaką wtedy przeżywałem. A w tamtym momencie, gdy pisałem wszystkie te słowa – był ujściem dla emocji, był nagrodą, świętowaniem radości. Dziś jestem już w zupełnie innej bajce, z innymi emocjami, z innymi bohaterami, ale mogę wrócić do tamtych chwil i ponownie cieszyć się, przeżywać, od nowa marzyć. Po raz setny to napiszę: dziennik jest najważniejszym narzędziem mojego życia. Fajnego życia.

Koniec

piątek, 15.11.2024

Dzisiejszy zapis z mojego dziennika przypomina mi, ile rzeczy umyka z mojej głowy każdego dnia. Jednocześnie dziennik daje mi drugą szansę – możliwość odnalezienia tego, co zapisałem, a o czym już dawno zapomniałem. Od drobnych pomysłów po sny, które kiedyś były tak mocno żywe, ale po chwili… no cóż, szybko uciekają.

wpis z dziennika, 15 sierpnia 2024 roku

im więcej piszę, tym częściej dostrzegam, jak często zapominam o różnych rzeczach. ale nie zapominam przez to, że piszę, dzięki pisaniu widzę jedynie ile rzeczy mi umyka. jak wpadnie mi do głowy coś fajnego, to w mojej głowie szybko pojawia się już potrzeba, myśl: „leć, leć, szybko leć to zapisać!”. i jak tego nie zrobię w ciągu kilku minut… to potem tylko pamiętam, źe myślałem o czymś fajnym. z drugiej strony, często jak przeglądam mój dziennik, to znajduję tam rzeczy, które już dawno zapomniałem. najlepszym przykładem są tu sny, jak sobie przeczytam ostatnich 5-6, to okazuje się, że pamiętam może połowę z nich. nie mówiąc już o takich sprzed kilku miesięcy – te już rzadko zostają w mojej głowie. gdybym nie pisał o tym w dzienniku, nawet bym nie wiedziałem, że o tym zapomniałem.

środa, 06.11.2024

Dzielę się moją muzyką. Tym, co leci codziennie w moich słuchawkach, głośnikach, w samochodzie, na siłowni – i jest to bardzo ważny kawałek mnie. Każdego pierwszego dnia miesiąca tworzę nową playlistę i przez kilka tygodni dodaję do niej utwory, które mnie zachwycają, inspirują, a czasem i przerażają. Znajduję je na zajęciach z tańca, na ulicy w przejeżdżających samochodach, na rolkach, w autobusie, w słuchawkach współpasażera z pociągu. Każdy z tych utworów sprawia, że zaczynam inaczej myśleć, ruszać się, nie ważne, czy jestem na przejściu dla pieszych, gram w pingponga, czy jem z dzieciakami kolację. To mój dziennik dźwięków. Dzisiaj się nim dzielę. I co miesiąc będą tu pojawiać się nowe playlisty – częstuj się, jeżeli tylko chcesz.

Na dole tego wpisu znajdziesz playlisty z poprzednich miesięcy.

inne playlisty

Poza moją comiesięczną, mam zapisanych w bibliotece w Spotify, również kilka innych playlist, które towarzyszą mi w konkretnych sytuacjach. Jedną z nich jest playlista o nazwie ”reading harry potter ⚡️”, zawierająca spokojne dźwięki wspomagające skupienie w momentach, w których tego potrzebuję. Włączam ją gdy piszę, ale fajnie sprawdza się również, gdy potrzebuję odprężyć się po długim i ciężkim dniu.

painting&writing to playlista z muzyką, która pomaga mi wejść w jeszcze głębszy stan skupienia. Uruchamiam ją, gdy wiem, że potrzebuję utrzymać wyższy poziom koncentracji przez dłuższą chwilę – również podczas pisania.

Używałem kiedyś aplikacji Endel do puszczania specjalnych dźwięków dla poprawienia mojej koncentracji, zmaksymalizowania skupienia. Z Endel już zrezygnowałem, ale znalazłem w Spotify playlistę z dźwiękami z tej aplikacji. Czasem używam – gdy potrzebuję maksymalnego skupienia.

Koniec

czwartek, 31.10.2024

Wpis w 📗 dziennikach, który na dzisiaj wybrałem, przypomina mi, jak prowadzenie dziennika pozwala zauważać to, co w codziennym biegu łatwo przegapić. Kiedy wracam do takich chwil, jak poranne myśli po intensywnych snach, dostrzegam, że to właśnie te momenty tworzą obraz mojego samopoczucia. Dziennik daje mi przestrzeń, żeby przeanalizować, co dzieje się w mojej głowie – czy czuję się spokojny, czy może coś wciąż wymaga uporządkowania. Dzięki temu nawet senne przygody nabierają sensu, a ja lepiej rozumiem siebie i to, co mi naprawdę potrzebne.

wpis z dziennika, 29 grudnia 2022 roku

Sny to taka fajna rzecz, choć czasem są męczące, to zazwyczaj są przygodami, które przeżywam w nocy. Wstaję wtedy taki podekscytowany, lekko zmęczony – lubię ten stan 🙂 Sny świadczą też chyba o stanie mojego umysłu, więc są odpowiednie tylko dla kogoś, kto jako tako sobie ze sobą radzi i dał radę uporządkować swoje sprawy. tak?

środa, 23.10.2024

W dzisiejszych 📗 dziennikach dzielę się refleksją nad mijającymi wakacjami. Minęło pół miesiąca, a ja na, pierwszy rzut oka, nie zrobiłem za wiele. Po chwili jednak dochodzę do wniosku, że to, co działo się w tym czasie, ma dla mnie większą wartość, niż mogłoby się wydawać. Dostrzegam postęp, nawet jeśli nie jest on dramatyczny, a to daje mi satysfakcję i przekonanie, że jestem na właściwej drodze.

wpis z dziennika, 12 lipca 2024 roku

mijają dwa tygodnie moich wakacji. nie zrobiłem nic szczególnego. nie wyjechałem, niewiele zmieniłem. czy żałuję? z jednej strony trochę tak, ale z drugiej… dlaczego miałbym żałować? idę moimi małymi kroczkami do celu, poprawiam to, co chcę w życiu poprawiać. nie są to kroki milowe – choć te małe czasem i takie się wydają dla mnie – to jednak cieszę się, źe jestem na właściwej drodze. postęp – to zdecydowanie co jest widoczne. i to mnie cieszy.

Wartość, jaką wynoszę z tego wpisu, to umiejętność doceniania małych kroków i procesów, które w codziennym biegu mogą łatwo zostać przeoczone. Choć nie było wielkich osiągnięć, to jestem bliżej osiągnięcia moich celów niż przed dwoma tygodniami. To przypomnienie, że nie zawsze muszę mierzyć się z ogromnymi wyzwaniami, aby uzyskać postęp – czasem wystarczą małe, konsekwentne działania. A tak naprawdę, to te małe kroczki są cenniejsze, niż rewolucje, które zdarza mi się sobie fundować.

Prowadzenie dziennika daje mi przestrzeń, by dostrzec subtelne zmiany i przypomnieć sobie, że nawet małe kroki mają ogromną moc. To narzędzie nie tylko do śledzenia postępu, ale też do nauki akceptacji mojego własnego tempa.

piątek, 18.10.2024

W okresie wakacyjnym sieć siłowni, do której jestem zapisany, uruchomiła pewnego rodzaju program lojalnościowy / motywacyjny, który miał zachęcić zapisane osoby do chodzenia na siłownię w wakacje – okresie, w którym na siłowniach jest zdecydowanie mniej osób, niż w pozostałe miesiące roku. Program podzielony był na 3 etapy – czerwcowy, lipcowy i sierpniowy. W każdym z nich trzeba było pojawić się na siłowni minimum 12 razy, by poziom został zaliczony. Nagrodą po każdym etapie był voucher na zakupy za 50 zł w fitbarze siłowni. Dzień, w którym powstał poniższy wpis w dzienniku, jest ostatnim dniem miesiąca, a ja miałem już „na koncie” 11 wejść na siłownię, także brakowało mi jednego do zaliczenia pierwszego poziomu i otrzymania vouchera. Myślę, że to dość istotna okoliczność powstania tego wpisu. Pod koniec wspominam o zrezygnowaniu z „wyścigu w readwise” – był to dość ważny moment dla mnie, opowiem o tym w innym wpisie na blogu.

wpis z dziennika, 30 czerwca2024 roku

nie chce mi się iść na siłownię. czuję się zmęczony samą myślą o dzisiejszych ćwiczeniach, o tym, że mam tam jechać – o podróży. ale chyba się wybiorę. wiem, że to będzie dla mnie dobre, nawet jeśli teraz nie mam na to ochoty. jak wyjdę, będę zadowolony, bardzo, będę pełen energii, siły, nadziei, wiary w siebie. no i wygram voucher. choć chciałbym się uwolnić od tych wszystkich wyliczanek, łańcuszków, programów lojalnościowych, które ciągle na mnie naciskają i sprawiają, że czuję się… no właśńie, jak? czuję, że idę z niewłaściwego powodu. że ten największy powód nie jest tym najlepszym. a to przecież ważne! może właśnie to mnie tak męczy? jednak kusi mnie by tym razem wygrać. to znaczy dać radę i zaliczyć ten poziom, pokonać… samego siebie? czy kogoś innego? poczuć satysfakcję z osiągniętego celu. czy muszę zaliczać takie rzeczy? choć wiem, że powinienem się ich pozbyć, jest coś, co mnie w tym trzyma. zrezygnowanie z wyścigu w readwise dość mocno mnie uwolniło. w końcu mam jedną rzecz na głowie mniej. odczuwam ulgę, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że mogę w spokoju skupić się na innych sprawach. czy umiem się uczyć na własnych doświadczeniach?

Czasami codzienne wybory, choć na pozór błahe, mogą stać się areną wewnętrznej walki. Dzisiejsze dzienniki odkrywają moje zmagania z motywacją i presją zewnętrznych czynników – w tym wypadku programów lojalnościowych i mechanizmów motywujących różnych firm. Zapisując myśli, odkrywam, jak istotną rolę odgrywa odnajdywanie równowagi między tym, co narzucone z zewnątrz, a osobistymi priorytetami. Dochodzę do tego, że nie tylko to, co robimy jest ważne, ale również z jakiego powodu to robimy. Odkrywam pole do nauki na podstawie własnych doświadczeń.

Warte uwagi jest, jak dziennik stał się dla mnie narzędziem autorefleksji, pomagającym w identyfikowaniu momentów, gdy presja otoczenia zaczyna przeważać nad moimi prawdziwymi potrzebami. To, co zaczęło się od zwykłej niechęci do ćwiczeń, przerodziło się w głębsze zrozumienie i próbę wyzwolenia się od nieustannych wewnętrznych wyścigów.

środa, 09.10.2024

📅 wpis w dzienniku, 30 września 2024 r.

no dobra, pogadajmy. minął rok, od kiedy zmieniłem mojego bloga w… no właśnie, w co? sam nie wiem. czas podsumować i odkręcić niektóre rzeczy.

czego Ty właściwie chcesz? czego się boisz? co lubisz? czego nie lubisz? dlaczego chcesz zmian? o co Ci chodzi? czas na szczerą rozmowę z samym sobą o blogu. od dłuższego czasu widzę, że to nie idzie w dobrym kierunku, nie w tym, w którym chcę aby to wszystko szło.

dlaczego chcę zamian? ponieważ to, co robię nie przynosi mi takiego fun’u, jaki oczekiwałem oraz efektów, jakie chciałbym widzieć. to nie działa po prostu. i mnie to męczy. nie mam ani bloga, jaki chciałbym mieć, nie mam też z tego produktu, jaki widziałem rok temu. widocznie połączenie wszystkiego w jedną szafeczkę, nie do końca się sprawdziło. a właściwie to wcale się nie sprawdziło. czas wszystko pozmieniać. w tym jestem dobry 😎

kim chcę być? kogo naśladować? po pierwsze: zobaczmy, co robi Jeff. Jeff Perry. ktoś, na kogo czasami patrzę, a kim nie chciałem się stać. no i… Jeff aktualnie nic nie robi w internecie. Żyje sobie poza nim. mam mu współczuć, czy zazdrościć?

jaką rolę ma spełniać mój blog? aktualnie żadnej nie spełnia. przestał być blogiem, nie zaczął jeszcze być produktem, w obecnej formie nigdy nie będzie tym, czym chciałbym, aby był.

chcę znowu mieć bloga. nie chcę z tego rezygnować. a wczoraj byłem gotowy go zakopać, skasować wszystko to, co przez ostatnie lata tworzyłem. moją zabawkę. ale chcę mieć też produkt. i błąd chyba polegał na tym, że chciałem to wszystko połączyć w jedno. trzeba powrócić do tego co było, ale uzupełnić o nową wiedzę. o sobie, o środowisku, o technologii.

a więc, lecimy, burza mózgu… tylko szczerze,
– pieprzyć wróbelki, inne ptaki też
– chrzanić plany, progi, blokady
– albo chcesz pisać, albo nie – więc jednak chcę
– kolory. nie chcę ich, zróbmy to wszystko czarno-białe. i bez zdjęć. na co właściwie one są?
– przyciski, linki, menu, za dużo tego, znowu się obudowałem. a więc wywalam, upraszczam, rezygnuję.
do dzieła!

środa, 02.10.2024

Poranek nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy naprawdę zaczynam doceniać moje życie. W dzisiejszych dziennikach dzielę się refleksjami z takich właśnie chwil – kiedy wstaję bez presji, planuję dzień z głową pełną spokoju, i jak ten spokój wpływa na moje podejście do codziennych wyzwań, pracy oraz pasji prowadzenia bloga. Co więcej, odkrycie nowych, niespodziewanych przyjemności, takich jak siedzenie po turecku, czyli ze skrzyżowanymi nogami, skłoniło mnie do zastanowienia się nad tym, jak dbanie o zdrowie fizyczne i odpowiednie nawyki mogą prowadzić do małych, ale znaczących zmian w codziennym życiu.

📅 wpis z 7 sierpnia 2024 r.

lubię moje życie. ostatnio mocno je doceniam, szczególnie o poranku. wstaję, dopiero wtedy zastanawiam się, co będę tego dnia robił, spokojnie idę przez dzień. fajnie jest. nawet z pracą nie mam takich problemów, jest spoko. cieszy mnie to, bo przez długi czas praca była dla mnie źródłem stresu, a teraz naprawdę możemy się dogadać.
chciałbym jedynie iść dalej z blogiem. pisanie sprawia mi radość i czuję, że mam wiele do przekazania, ale czasem brakuje mi konsekwencji.
chyba zaczynam lubić siedzenie ze skrzyżowanymi nogami. sam fakt, że MOGĘ, jest już na tyle fajny, że mi się to podoba, i pewnie dlatego tak siadam częściej. ciekawe, czy miał na to wpływ 4flex, czy tylko same ćwiczenia i taniec. długo nie wierzyłem w takie suplementy, ale faktem jest, że stan moich stawów mocno się poprawił.
tyle tylko, że również bardziej o nie dbam – nauczyłem się ich używać, dzięki trenerom, zarówno na siłowni, jak i na tańcach. zobaczyłem, jak ważne jest odpowiednie rozciąganie i dbanie o stawy – i staram to robić. czuję, że to naprawdę działa i daje mi większy komfort w codziennym życiu. w ćwiczeniach. w tańcu. mam nadzieję, że to nie jest chwilowe, że to będzie trwać. cenna lekcja przy wprowadzeniu nowych nawyków.

Prowadzenie dziennika pozwala mi nie tylko lepiej zrozumieć siebie i docenić codzienne drobne przyjemności, ale również zauważyć i celebrować własne postępy i zmiany. Z tych notatek uczę się, jak ważne jest dbanie o siebie, zarówno mentalnie, jak i fizycznie, co przekłada się na ogólną jakość życia. Warto prowadzić dziennik, ponieważ pomaga w refleksji nad sobą i swoim życiem, a także w śledzeniu i docenianiu własnych osiągnięć oraz tego, jak nawet drobne nawyki mogą wpłynąć na samopoczucie.

Koniec

środa, 25.09.2024

W dzisiejszych dziennikach dzielę się… niepokojem, rozdrażnieniem i zdenerwowaniem, które pojawia się na początku pewnego dnia. Zastanawiam się nad własnym zmęczeniem, stresem i obawami związanymi między innymi z pracą. Analizuję, co tak wpływa na moje samopoczucie oraz jak zmieniające się realia codzienności odbijają się na nastroju. A jednak, pomimo przytłaczających myśli, udaje mi się znaleźć sposób na odzyskanie równowagi i radości. Poprzez małe kroki i pewne działania, odkrywam, jak ważne jest dbanie o siebie.

📅 wpis z 10 kwietnia 2024 r.

08:40. jestem zmęczony. czy to po weekendzie (*****)? a może to przez brak samochodu? czy powinienem go kupić? czy to zapewni mi więcej spokoju w życiu? czy wręcz przeciwnie?? jest mi dzisiaj źle. trochę posprzątałem, ale nadal nie czuję się dobrze, choć lepiej. nie wiem, co mam robić, wszystko jest takie przytłaczające.. ale mogę to zmienić, uporządkować. znowu. tak, wiem, że mogę. i mogę próbować tyle razy, ile tylko zechcę.

10:16. nie bardzo wiem, jak wrócić do rzeczywistości, jak wrócić ten dzień by był taki jak trzeba. szczerze mówiąc, to mi się nie chce.

11:35. nadal zmęczony i jakiś zestresowany, czyżby stres jeszcze nie przeszedł? boję się zaległości w pracy, utraty klienta. w tym boję się, że stracę (*****). a przecież chcę wziąć na siebie nowe zobowiązanie na kolejne lata. warto dodawać sobie stresu?

11:47. czy ja jeszcze czuję się dobrze w moim domu? czy ja jeszcze mam dom?

13:18. nie może tak być, że po każdej zmianie codzienności po dłuższym spotkaniu (*****), ja przez dwa dni odzyskuję kontrolę nad sobą i życiem.

15:07. a może właśnie takie dni jak dzisiaj są potrzebne? by coś zmienić? by zrozumieć?

15:18. czy dobrze robię, że idę dziś na siłownię i na tańce, mimo że jestem zmęczony?

16:29. kurna no. 10 minut orbitreka i od razu mi lepiej! zmęczenie minęło.

17:58. nie mogę powiedzieć, aby moje ciało było w dobrym stanie. im więcej się ruszam, tym bardziej widzę, jak bardzo jestem zaniedbany.

22:51. odzyskałem radość dnia! siłownia i taniec zrobiły swoje i znów jestem szczęśliwy 🙂

Prowadzenie dziennika daje mi nieocenione korzyści – pomaga w analizie własnych emocji, rozwiązywaniu dylematów oraz w podejmowaniu decyzji. Wniosek jest prosty: dzięki regularnemu zapisywaniu myśli, mogę zyskać jasność umysłu i lepiej zarządzać swoim życiem.

niedziela, 22.09.2024

dzień 1: zaskoczenie

Kurna, znowu się nie udało. Klapa. Myślałem, że to będzie łatwiejsze, a tu nagle – zonk! No do diabła! Jak to możliwe, że w ciągu chwili wszystko się wali? Staram się nie panikować, próbuję przyjąć, że to nie koniec świata. Kolejna pieprzona lekcja? Ile jeszcze??

dzień 2: frustracja

Tak, spieprzyłem to. Dziś, dla odmiany, przyszła frustracja. Dlaczego, do cholery, ciągle mi nie wychodzi? Czuję, jak złość we mnie narasta, chce mi się wyć. Serio, jak trudno w końcu przestać popełniać błędy? Mam dosyć.

dzień 3: wstyd

Siedzę od rana ze spuszczoną głową. Nie bardzo mam ochotę otwierać oczy. Kolejny dzień przyniósł paniczny wstyd. Co pomyślą inni? Tak bardzo przytłaczające uczucie. Muszę się bronić! Przed światem, ludźmi. Cholera, czuję się taki mały i niepewny.

dzień 4: rozczarowanie

Rozczarowanie to kolejny ciężar. Przecież miałem to wszystko dobrze zaplanowane! Kurczę, czuję, że moje kolejne marzenie oddala się… jak kończący się sen… umyka… Każdy krok do przodu wydaje się kończyć potknięciem.

dzień 5: strach

Pojawił się strach. No kurna, zaczynam się bać. Boję się znów zawieść, wpaść w pułapkę własnych błędów. To mnie paraliżuje, mam ochotę zamknąć się w sobie jeszcze bardziej i uciec od wszystkiego. Co, jeśli nigdy tego nie naprawię? Nie udźwignę?

dzień 6: ciekawość

Nagle… bez zapowiedzi… w mojej głowie zakiełkowała ciekawość. Dlaczego tak wcześniej zareagowałem? Skąd tyle negatywnych emocji z powodu tak małego zdarzenia. A może… ten błąd… to jednak szansa? By coś odkryć? Zaczynam zadawać sobie pytania: Co mogę z tego wyciągnąć? Co przyniesie mi ta lekcja? Otwieram oczy. Na nowe możliwości. Zaczynam korzystać z mojej porażki…

dzień 7: nadzieja

Czy to możliwe, że każda taka pomyłka, porażka, niepowodzenie… prowadzą mnie do czegoś lepszego? Uświadamiam sobie, że nawet te chwile niepewności mogą być mega cenne. Otwieram się, wychodzę z zamknięcia. Nie chowam głowy w piasek. W końcu moja porażka to nowe perspektywy, możliwości, szanse. Jak mogłem tego wcześniej nie widzieć??

dzień 8: wdzięczność

No proszę! Życie przyniosło mi kolejną lekcję. Dzisiaj to widzę i zaczynam czuć… wdzięczność. Każdy błąd to… dar! Nawet jeżeli czasem sprawia, że mam dość. Zaczynam doceniać… drogę. Tę, którą przeszedłem. Oraz to, że mogę się rozwijać. Dzięki własnym potknięciom.

dzień 9: motywacja

Kolejny dzień przynosi uczucie silnej motywacji. Chcę podejmować nowe wyzwania, mimo że strach przed porażkami wciąż jest obecny. Błędy to część mojej drogi, a każda z nich zbliża mnie do lepszego MNIE. Uwielbiam się mylić – zapisuję w dzienniku wdzięczności. Życie to nieustanna nauka, a ja jestem gotowy na wszystko, co przyniesie jutro.

dzień 10: koniec drogi

Wygląda na to, że ponownie odkryłem, że błędy są nieodłączną częścią życia i rozwoju. Każdy dzień przynosi nowe emocje – od zaskoczenia, przez frustrację, aż po wstyd i strach. Jednak, w miarę jak się otwieram, uczę – z moich potknięć, błędów, porażek – zaczynam dostrzegać wartość w każdej nieudanej próbie. Ciekawość i nadzieja otwierają przede mną nowe perspektywy, a wdzięczność za lekcje, które przynoszą, pozwala mi patrzeć na błędy jak na dary. To ostatecznie tylko wzmaga moją motywację. Do działania. Do odjęcia kolejnej proby. A ja się uczę. Że życie to nieustanna nauka. Uwielbiam się mylić, bo każda pomyłka zbliża mnie do lepszego jutra. Do boju!

środa, 18.09.2024

Prowadzenie dziennika to coś więcej niż tylko zapis wydarzeń. To okazja do zatrzymania się w codziennym pędzie, spojrzenia w głąb siebie i zrozumienia, co tak naprawdę jest dla nas ważne. Dziś w dziennikach chciałbym podzielić się z Tobą dwoma wpisami z mojego prywatnego dziennika, które pokazują, jak niezwykłe mogą być korzyści płynące z takiej praktyki.

W pierwszym z nich znajdziecie moją refleksję na temat znaczenia prostych spacerów i jak niesamowicie potrafią one oczyścić umysł i podnieść na duchu. Drugi wpis to moje przemyślenia nad tym, jak świadomie wybierając, co robić w czasie wolnym, można podnieść jakość swojego życia. W obu przypadkach dziennik okazał się nieocenionym narzędziem do zrozumienia siebie i moich (dość prostych) wyborów, a także do cieszenia się chwilą.

📅 wpis z 14 lipca 2024 r.

chyba powinienem częściej wychodzić z domu na takie zwykłe spacery. siedzę sobie teraz w parku i piszę w dzienniku. zrobiłem 20-minutowy spacer. jest 21:00, bardzo przyjemny wieczór. nic mnie tu nie rozprasza, nie woła komputer, nie woła lodówka, filmy, seriale, nawet sprzątanie. mam siebie, swoje myśli i słowa, które wrzucam do ipada. dobrze, że nie wziąłem komputera. a tak w ogóle to siedzę na ławce po turecku i – co najważniejsze – ta pozycja nie jest już tak niewygodna, jak jeszcze kilka tygodni temu!

heh, w telewizji jest finał mistrzostw europy w piłce nożnej, a ja nie oglądam i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. ale to by była strata czasu! nawet, jeżeli w perspektywie nie mam nic innego do roboty i jedyne co robię, to piszę w dzienniku. dumny i zadowolony, że życie tak się układa. i że dokonuję takich wyborów. bo to są też moje wybory przecież, nie przypadek. nawet jeżeli wybory, które wspomagane są sytuacją.

Te dwa wpisy pokazują, jak prowadzenie dziennika może pomóc znaleźć spokój i radość w codziennych czynnościach. Spacer po parku stał się momentem wyciszenia, a świadomy wybór rezygnacji z oglądania telewizji dał mi poczucie kontroli nad własnym czasem.

Prowadzenie dziennika daje przestrzeń do refleksji, introspekcji i świadomego podejmowania decyzji. To dzięki niemu mogłem lepiej zrozumieć swoje potrzeby i pragnienia, co niewątpliwie wpłynęło na poprawę jakości mojego życia.

piątek, 13.09.2024

Przyszedł wrzesień, a wraz z nim prawdziwy nowy rok. 1 stycznia to symbol, tak mocno już wyeksploatowany – zmienia się data, cyferki w kalendarzu, jednak niewiele poza tym. To wrzesień przynosi prawdziwe zmiany. Wraz z jego przyjściem kończy się lato, czas odpoczynku, laby, zbierania owoców całorocznej pracy, rozpoczyna nowy etap: szkoła, intensywna praca, ale i przychodzi ulga od upałów, pojawiają się potrzebne zmiany, to wrzesień przynosi rzeczywisty postęp. Czas więc na prawdziwy nowy rok. A dla mnie czas na podsumowanie poprzedniego miesiąca – zapraszam do kolejnego 🗞️ Co słychać.

📗 dzienniki

Wrzesień to czas ruszania do przodu, ale u mnie to już sierpień stał się pierwszym miesiącem, w którym zacząłem publikować obiecane Wam wcześniej 📗 dzienniki. Artykuły z tego działu to wycinki z mojego prywatnego dziennika wraz z przygotowanymi opisami tego, jak w danej sytuacji prowadzenie dziennika mi pomogło. Artykuły te pięknie wpisują się w wizję i misję, jaką postawiłem przed moim blogiem. Będzie to najważniejszy zakątek mojego bloga – to tu zobaczysz prawdziwą potęgę dziennika i korzyści, jakie wynikają z jego prowadzenia. Zajrzysz do najtrudniejszych, najpiękniejszych, ale i najdziwniejszych chwil w moim życiu, pokażę Ci, jak to robię, że pomimo problemów, porażek, przeciwności losu, udaje mi się wchodzić w każdy kolejny dzień z podniesioną głową i prowadzić moje wymarzone fajne życie. 📗 dzienniki dostępne są dla osób wspierających mojego bloga w dodatkowo płatnych planach, a więc dla „🪽 niebieskich ptaków” i „🪶 papierowych ptaków”. Od początku sierpnia pojawiło się już 5 artykułów z tej serii, na resztę września i cały październik zaplanowałem już publikację następnych – a i kolejne powstają – także zapraszam do czytania 🙂.

W pierwszych 📗 dziennikach dzielę się przemyśleniami z intrygującego snu, pełnego emocji i symboli, które przeniosły mnie w świat wewnętrznych konfliktów. Główną rolę odegrała w nim wrona, której sytuacja zainspirowała mnie do refleksji nad wsparciem i ograniczeniami w moim życiu. Czy sen był odzwierciedleniem moich pragnień i lęków?

W kolejnym wpisie analizuję marzenia, cele i sukcesy, jakie osiągnąłem dzięki determinacji. Przeglądając listę pragnień, zauważam, ile udało mi się osiągnąć. Pochylam się nad wartością samodzielności w dążeniu do celów i dochodzę do wniosku, że sukces jest w moich rękach, o ile jestem gotów na niego zapracować.

Następnie poruszam temat wiecznego poszukiwania idealnej aplikacji do notatek. Zastanawiam się, czy te zmiany są konieczne, czy może to forma unikania ważniejszych zadań. Analizuję, jak zaprojektować efektywną bazę wiedzy, która odpowiada moim potrzebom. To wpis pełen pytań i refleksji nad istotą produktywności.

W czwartym wpisie zanurzam się w spokojny zakątek Gdańska, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę oderwania od codzienności. Rozważam dawne marzenia i życiowe wybory, zastanawiając się, czy można pogodzić wszystkie pasje. Analizuję rolę decyzji i priorytetów oraz czy pieniądze są przeszkodą w realizacji marzeń.

Kolejny artykuł to zapis jeszcze jednego z moich snów. Opowiadam też, jaki wpływ na mój poranek miał ten sen oraz fakt, że go zapamiętałem (dzięki zapisaniu w dzienniku). Pięknie to pokazuje, jak dziennik może być wspaniałym narzędziem do utrwalania myśli, marzeń i codziennych wydarzeń.

Mam nadzieję, że zajrzenie do mojego prywatnego dziennika, jak i czytanie całych wpisów z tego działu, pozwoli Wam lepiej zrozumieć, jak prowadzenie dziennika może pomóc w refleksji, samodoskonaleniu i zarządzaniu marzeniami oraz celami. Zapraszam do wspierania mojego bloga i odkrywania korzyści płynących z prowadzenia własnego dziennika. 😊

📘 minidzienniki

Jeżeli nie należysz do grona osób, które wspierają mojego bloga w ramach płatnych planów, mam dla Ciebie do przejrzenia (i śledzenia) moje dwa minidzienniki, które prowadzę.

uwielbiam…

Za bardzo skupiamy się w życiu na tym, czego nie lubimy, co nas wkurza, czy nam przeszkadza. Ble!

Warto patrzeć na drugą stronę, zastanowić się co lubimy. Dlatego prowadzę dziennik wdzięczności, choć poszedłem tu krok dalej i szukam rzeczy, które nie tylko lubię i cenię, ale wręcz uwielbiam w moim życiu!

Dziennik wdzięczności to moja codzienna chwila refleksji. Każdego dnia zapisuję coś jednego, wspaniałego, prawdziwie mojego.

Niesamowicie poprawia mi to nastrój w trudniejszych chwilach! Chcecie: dołączajcie, zapraszam. Dopisujcie, komentujcie, albo zwyczajnie polubcie 🙂.

fajne życie to…

O co mi właściwie chodzi z tym fajnym życiem? Strzelam, że nie jedna osoba odwiedzająca mojego bloga, zadała sobie właśnie to pytanie. I chyba czas na nie w końcu odpowiedzieć. Prosto, bez owijania w bawełnę, kawa na ławę!

Postanowiłem zacząć spisywać to, czym tak naprawdę jest dla mnie to, co nazywam „fajnym życiem”. Wyszedł mi z tego całkiem pokaźny dziennik, do którego śledzenia Cię serdecznie zapraszam 🙂.

alkohol i jego brak

Opublikowałem ostatnio na blogu artykuł o tym, jak 250 dni temu postanowiłem wyeliminować całkowicie alkohol z mojego życia. Stało się to 1 stycznia 2024, tuż po sylwestrowo-noworocznej imprezie. Choć nigdy nie spożywałem dużej ilości alkoholu, moja styczność z nim należała raczej do sporadycznych, to mimo wszystko postanowiłem porzucić nawet te niezbyt duże ilości tej trucizny. Tak, alkohol to trucizna – i nie wiem, po co miałbym po niego sięgać. Minęło wiele dni, miesięcy i pomyślałem, że chyba już czas napisać o tym coś więcej…

Jeżeli jeszcze nie czytałeś, czytałaś – zapraszam.

wieczory i poranki na nowo

Od kiedy zacząłem przygodę z tańcem, moje poranki i wieczory dość mocno się zmieniły. Wszystko zaczęło się przesuwać, moje (prawie codzienne) zajęcia kończę mocno po godzinie 22, a do domu często docieram tuż samą północą. To sprawia, że w łóżku najczęściej ląduję już następnego dnia. Od kiedy moje dni wypakowane są po brzegi aktywnością i porządnymi treningami (a mam ich w niektóre dni i 4-5 godzin), to mój czas odpoczynku, a więc snu, nieco się wydłużył. Z 6,5 godziny, które wystarczało mi kiedyś, zrobiło się 7, a w bardziej intensywne dni nawet i 8 godzin snu – i wiem, że jest to czas potrzebny mi do niezbędnej regeneracji. Początkowo próbowałem z tym trochę walczyć, chciałem uporządkować, ustabilizować godziny snu, jednak w ostatnich miesiącach zacząłem otwierać się na tę nową rzeczywistość – i to sprawiło, że poczułem wielką ulgę. A ostatecznie zacząłem chodzić bardziej wypoczęty.

To pięknie wpisuje się też w moją filozofię życiową, która zakłada mniej ram, harmonogramów, a więcej wolności i elastyczności. Śpię, kiedy jestem zmęczony, a wstaję, gdy jestem wypoczęty, nie patrzę na aktualną godzinę. To sprawia, że zdarzają się sporadyczne sytuacje, że to noc staje się moim dniem, a dzień nocą. Taka wolność bardzo mi pasuje. Cieszę się, że zorganizowałem sobie życie w ten sposób, że mogę sobie pozwolić na taką codzienność.

Otwarcie się na inne godziny funkcjonowania i odpoczynku, pozwoliło mi również zacząć eksperymentować z okazjonalnymi, krótkimi drzemkami w ciągu dnia (10-20 minut) – najczęściej przed treningami, czy to na siłowni, czy w szkole tańca. Niezły boost energii w ciągu dnia!

aby wymagać

W sierpniu na blogu pojawił się też wpis z kilkoma refleksjami na temat samodoskonalenia oraz roli wewnętrznej motywacji i determinacji w dążeniu do stania się lepszą wersją siebie. Choć warto uwzględniać rady i opinie innych, kluczowe jest, by największe wymagania stawiać przed sobą. To specyficzny wpis – nieplanowany, powstał spontanicznie, trochę „na kolanie”. Jest to typowy zbiór przemyśleń, jakie często pojawiają się w moim dzienniku. Inspiracją do jego powstania był wpis, który wrzuciłem któregoś dnia na BlueSky, w ramach codziennego #dzieńdobry.

nowości na gwiazdę, jedną gwiazdkę ⭐️

Kolejny wpis to opowieść o tym, jak przypadkowe inspiracje mogą prowadzić do głębokich refleksji i interesujących wniosków. Zainspirowany pewnym odcinkiem podcastu, zgłębiam temat zmian i oporu, jaki często towarzyszy nowościom. Zastanawiam się, dlaczego ludzie niechętnie przyjmują zmiany, oraz jak te reakcje mogą wpływać na rozwój i codzienne życie.

fajna muzyka 🎵 na wrzesień

Nastał nowy miesiąc, więc czas też na nową muzykę! Łap poniżej link do wrześniowej playlisty 😊.

do następnego razu!

Coraz bardziej podobają mi się listy, jakie wysyła, do Ciebie w ramach 🗞️ Co słychać?. Dzięki nim mogę nie tylko przesłać Ci garść informacji o tym, co nowego u mnie i na blogu, ale również (a może i przede wszystkim!) podsumować sobie ostatnie kilka tygodni i z takiego podsumowania próbować wyciągać wnioski.

Przypominam, że na każdy z moich listów możesz odpisać bezpośrednio z Twojej skrzynki mailowej, do każdego możesz też dodać komentarz na moim blogu – w końcu należysz do grona 🐦 Wróbelków, które taką możliwość posiadają! Więc… co słychać u Ciebie? 😊

środa, 11.09.2024

Dziennik to wspaniałe narzędzie do utrwalania myśli, marzeń i codziennych wydarzeń. Tym razem dzielę się z Tobą krótkim zapisem jednego z moich snów. Choć poranek wtedy zaczął się spokojnie, od dłuższego leżakowania w łóżku, to w mojej wyobraźni działo się coś niesamowitego. Sen, który chwilę wcześniej przeżyłem, przeniósł mnie do miejsca pełnego magii i niespodzianek.

📅 wpis z 14 lipca 2024 r.

no, no, ładnie dziś pospałem. ogólnie rzecz biorąc, to nic się nie stało, choć jutro będzie ciężko – bo dzisiaj raczej będzie problem z zaśnięciem. taka to układanka się zawsze tworzy, jak obudzę się o niewłaściwej porze. ale jaki miałem za to dzisiaj sen! byłem w szkole, w czymś w rodzaju Akademii Pana Kleksa, bo było zwariowanie i zaczarowanie.

bardzo ładny sen. więcej takich chcę mieć. przeniosłem się w świat magii i przygód i przez krótką chwilę naprawdę wierzyłem, że tam jestem. to tak wiele mówi mi o moich pragnieniach i pokazuje, że dobrze robię wybierając taniec. tak, chyba w tym przypadku chodzi właśnie o moje lekcje tańca, o nich w jakimś stopniu musiał być ten sen. szkoda, że takie sny nie zdarzają się częściej. ciekawe, co sprawia, że się pojawiają…

Jakie z tego wyciągnąłem wnioski? Po raz kolejny zobaczyłem, jak ważne jest uchwycenie ulotnych chwil – jakimi są sny – które przecież z łatwością mogłyby umknąć z mojej pamięci, już kilka minut po przebudzeniu.

Poza tym, z każdym kolejnym wpisem w dzienniku, utwierdzam się w przekonaniu, że regularne pisanie pomaga w lepszym zrozumieniu samego siebie. Analizując swoje sny i codzienne doświadczenia, uczę się, jak lepiej radzić sobie z emocjami i wyznaczać cele, które rzeczywiście mają dla mnie znaczenie.

niedziela, 08.09.2024

Negatywne podejście do życia potrafi uprzykrzyć codzienność i odebrać radość z małych, pięknych chwil. Staram się patrzeć na drugą stronę medalu, zastanowić się nad tym, co sprawia przyjemność, co uszczęśliwia i daje poczucie spełnienia. Dlatego prowadzę dziennik wdzięczności. Choć spróbowałem iść krok dalej i szukam rzeczy, które nie tylko lubię i cenię, ale wręcz uwielbiam w moim życiu!

Dziennik wdzięczności to moja codzienna chwila refleksji i introspekcji. Gdy mogę, gdy jestem stanie, staram się zapisać tu coś jednego, wspaniałego, prawdziwie mojego. Może to być cokolwiek – od smaku porannej kawy, przez uśmiech bliskiej osoby, po sukces w pracy czy spokojny spacer w parku. Niesamowicie poprawia mi to nastrój w trudniejszych chwilach i pomaga doceniać to, co mam, zamiast skupiać się na tym, czego mi brakuje.

Ten prosty nawyk nie tylko podnosi na duchu, ale również pozwala mi lepiej zrozumieć siebie i swoje potrzeby. Zauważyłem, że im częściej zapisuję te małe, cenne momenty, tym bardziej zaczynam dostrzegać piękno w codziennych, pozornie zwyczajnych sytuacjach. To jakby otworzyć oczy na świat pełen kolorów i pozytywnych wibracji, które wcześniej umykały mojej uwadze.

Wpis ten będzie spisem moich ulubionych rzeczy i jednocześnie żyjącym artykułem, uzupełnianym o nowe wspaniałe elementy, które pojawią się w moim życiu, w mojej głowie.


    środa, 04.09.2024

    W dzisiejszych dziennikach zanurzam się w spokojny zakątek Gdańska, gdzie otoczony naturą pozwoliłem sobie na chwilę oderwania od codzienności. To miejsce wywołało lawinę refleksji na temat moich dawnych marzeń i życiowych wyborów. Choć życie przyniosło nowe perspektywy, stare pragnienia wciąż tkwią głęboko w mojej głowie. Zastanawiam się, czy wszystkie te pasje można ze sobą pogodzić, jak kluczową rolę odgrywają w tym decyzje i priorytety, oraz czy pieniądze są rzeczywiście przeszkodą w realizacji marzeń.

    📅 wpis z 21 lipca 2024 r.

    jestem w Gdańsku. ale jest fajnie. choć drogo. ale i tak przypomniało mi się marzenie z kiedyś. marzenie, by mieć kampera i mieszkać sobie w nim cały rok, podróżować, przemieszczać się, snuć się. i żyć tak, jak żyję teraz. choć dzisiaj mam inne marzenia, inne życie, to wszystko się przypomniało. kwestia pory roku? lata? wyjazdu z dziewczynami? sam nie wiem. pytanie, co bardziej wolę: taniec? bycie blogerem? i podróżowanie sobie? albo nawet siedzenie w jednym, ładnym miejscu. a może te dwa życia da się pogodzić? da się? czy to możliwe, że wszystko sprowadza się jedynie do pieniędzy?

    to by chyba było dobre, bo pieniądze przecież można zarobić. to chyba jedyna rzecz, którą można bezkarnie mnożyć. czasu, młodości, sił – tego nie przybędzie, ale pieniędzy zawsze mogę zarobić więcej. w tej chwili jednak czuję, że daleko mi zarówno do bycia tancerzem, jak i blogerem. ale mimo to, fajnie siedzieć sobie w lesie w Gdańsku i pisać. chyba mógłbym tak robić częściej.

    to takie uczucie, jakby czas zatrzymał się tutaj, w tej chwili. myśli wracają do wszystkich planów i marzeń, które kiedyś snułem. wiele mi się przypomniało. teraz te marzenia wydają się być na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak dalekie.

    a może jak zawsze – to wszystko kwestia podjęcia decyzji? i priorytetów? zmiany w życiu?

    tutaj, w tym lesie, wszystko wydaje się trochę bliższe. natura ma w sobie coś, co pozwala na chwilę oderwać się od codzienności. może to ona jest kluczem do znalezienia równowagi między moimi pasjami? taniec, blogowanie, ale i podróże, luźne życie – te światy, które wydają się tak różne, a jednak mają wspólny mianownik: wolność wyrażania siebie. i chyba tego zawsze najbardziej pragnąłem. wolności w codziennym życiu.
    ciekawie, jak jedno miejsce potrafi skłonić do tylu refleksji. dobrze, że usiadłem i zacząłem pisać.

    Dzisiejsze dzienniki pokazują, jak prowadzenie dziennika pozwala mi nie tylko uchwycić ulotne chwile, ale także przemyśleć moje cele i marzenia. To doskonały sposób na uporządkowanie myśli i zrozumienie, co jest naprawdę ważne. Prowadzenie dziennika może być kluczem do odkrycia, jak znaleźć równowagę między różnymi pasjami i aspiracjami, a także do poszukiwań tych najważniejszych rzeczy codziennym życiu.

    Koniec

    środa, 28.08.2024

    Tym razem w dziennikach poruszam trochę produktywnościowy temat, który być może niektórym z Was może się wydać znajomy – ciągłe poszukiwanie idealnej aplikacji do notatek i związane z tym nieustanne zmiany. Zastanawiam się, czy te zmiany są naprawdę konieczne, czy może w rzeczywistości są formą unikania ważniejszych zadań. Rozważam również, jak zaprojektować swoją bazę wiedzy, aby była efektywna i odpowiadała moim potrzebom. To wpis pełen pytań, refleksji i prób zrozumienia, co jest naprawdę istotne w moim systemie produktywności.

    📅 wpis z 7 kwietnia 2024 r.

    czy dobrze robię, po raz kolejny zmieniając aplikację do notatek? wytrzymałem pół roku z reflect notes i już nie chcę więcej. znowu jedna zmiana ciągnie za sobą kolejną zmianę – zmiana komputera sprawiła, że zdecydowałem się na kolejne zmiany. muszę chyba uważać na to, co robię, na to, co zmieniam. czasem okazuje się, że jedna zmiana ciągnie za sobą zmiany innych rzeczy, których być może nie powinienem ruszać.

    jeszcze nie za bardzo wiem, jak chcę, aby wyglądała moja baza wiedzy, moje notatki. może powinienem skupić się na tym, by były one skupione na moim blogu, na mojej właściwej wiedzy, zamiast na połączeniu wiedzy i pracy… pogmatwane to. ale to jednak okazja, by coś zamieszać. lubię się uczyć, poprawiać mój system produktywności.

    w sumie pół roku to całkiem długo, może nie powinienem mieć wyrzutów sumienia? z jednej strony nie wypada ciągle zmieniać systemu do notatek, ale z drugiej… czy to ja jestem dla systemu, czy system dla mnie? co ciekawe, ograniczenia (albo raczej brak pewnych funkcjonalności) logseq na mobile, stanowią standard w aplikacji reflect notes zarówno w wersji desktop, jak i mobile. więc teoretycznie nic nie tracę.

    czasami zastanawiam się, czy to ciągłe poszukiwanie idealnego narzędzia nie jest jedynie ucieczką przed czymś innym. czy to nie jest po prostu forma prokrastynacji, unikania właściwej pracy? może jednak powinniem się bardziej skupić na łączeniu i rozwianiu tego, co już mam, zamiast na ciągłym szukaniu nowych rozwiązań. choć z drugiej strony, może te zmiany są naturalną częścią mojego procesu uczenia się i doskonalenia? może one są właśnie częścią mnie?

    ale chyba dobrze by było postawić sobie jakieś wyraźne granice, określić moment, w którym zmiana jest naprawdę konieczna, a kiedy to jedynie kaprys. to chyba wymaga większej refleksji nad tym, co w danym momencie jest dla mnie ważne, co najważniejsze oraz po co to wszystko robię.

    Podsumowując, prowadzenie dziennika pozwala mi na głębsze zrozumienie siebie i moich działań. Powodów. Dzięki temu mogę lepiej zarządzać moimi decyzjami i uniknąć chaotycznych zmian (albo przynajmniej próbować). Wniosek jest prosty – dziennik pozwala mi na systematyczną refleksję nad moimi wyborami i pomaga w dążeniu do większej klarowności w życiu.

    środa, 21.08.2024

    W dzisiejszych dziennikach dzielę się przemyśleniami na temat marzeń, celów i sukcesów, jakie osiągnąłem dzięki determinacji i konsekwentnemu działaniu. Przeglądając listę moich pragnień i planów, które realizowałem na przestrzeni lat, zauważam, jak wiele z nich udało mi się spełnić.

    W trakcie pisania dochodzę do tego, że kluczowa w dążeniu do celu jest dla mnie samodzielność. Sukces jest w moich rękach, o ile jestem gotów na niego zapracować.

    📅 wpis z 1 maja 2024 r.

    boże, ile ja mam marzeń, pomysłów, planów, ile już miałem planów. jednym było napisanie książki, innym zrobienie iron mana, miałem chęć zamieszkać w kamperze… ale tego było. ale zapragnąłem też mieć bloga, nauczyć się tańczyć, mieć fajne, wysportowane ciało, chciałem uwolnić się od (*****), chodzić na siłownię, chciałem mieć super iphona, ipada, apple watcha, homepody, móc pracować z dowolnego miejsca, kurczę, ja robię w życiu wszystko, co tylo chcę. chciałem biegać, to biegałem, nawet wziąłem udział w dwóch wyścigach i zająłem dobre miejsca – choć nie były to takie zwykłe wyścigi. chciałem jeździć na rokach i jeżdżę. mam słuchawki, które chciałem mieć, telefon, wszystko co mi się tylko zachce. teraz czas na samochód, już raz kupiłem sobie taki, jaki mi się wymarzył, miałem autko, które mi się spodobało. teraz czas na kolejny. mogę mieć wszytko, co zależy ode mnie. ale właśnie tylko to, co zależy ode mnie. dlatego, unikam innych przy spełnianiu marzeń, mogę liczyć na siebie. tylko.

    Ten wpis pięknie pokazuje, jak prowadzenie dziennika stało się dla mnie narzędziem, które pozwala nie tylko śledzić postępy w realizacji celów, ale także oceniać i doceniać moje osiągnięcia. Uświadomienie sobie, że mogę spełniać swoje marzenia, jest niezwykle motywujące i potwierdza, że warto prowadzić dziennik jako codzienny kompas w drodze do własnych sukcesów.

    środa, 14.08.2024

    Dzielę się dziś w dziennikach niesamowicie intrygującym snem, który skłonił mnie do kilku refleksji. Sen ten obfitował w emocje i pełen był nietypowych symboli, które przeniosły mnie w świat wewnętrznych konfliktów i delikatnych odlotów wyobraźni. Główną rolę w nim odegrała… zniewolona wrona. A może ona wcale nie była zniewolona? Może miała symbolizować coś zupełnie innego? Czy historia z tego snu mogła oznaczać wsparcie, czy może jednak ograniczenie? Czy szukanie przeze mnie sposobu, aby pomóc wronie, jest odzwierciedleniem moich wewnętrznych pragnień i lęków? Świadomość, że tak dziwny i pozornie nieistotny sen może zawierać w sobie tyle znaczeń, zawsze mnie fascynowała. A może to wszystko to czysty przypadek? Pisząc w dzienniku szukam odpowiedzi na te pytania.

    📅 wpis z 9 czerwca 2024 r.

    miałem sen. bardzo intrygujący i jednocześnie pełen dziwnych emocji. pojawiła się w nim… wrona – co wydaje mi się dość pokręcone. dlaczego akurat ona? ze względu na moje papugi..? śniło mi się, że ta wrona mieszkała w moim domu, ale jakoś tak inaczej niż papugi. najdziwniejsze było to, że ta wrona miała założoną jakąś niepokojącą, plastikową blokadę, coś w rodzaju wspomagania, co z jednej strony jej pomagało, a z drugiej przeszkadzało. ta plastikowa konstrukcja była jej potrzebna, ponieważ kiedy się urodziła, miała jakiś problem zdrowotny (nie wiem, skąd ja o tym wiedziałem w tym śnie), który wymagał tego rodzaju wsparcia. dziwne. co to może symbolizować? pomoc? czy raczej ograniczenie?

    i ta wrona, w przeciwieństwie do moich papug, przyszła do mnie, szukając… bliskości i ciepła. chciała się przytulić, oczekiwała, że ją pogłaszczę, co było niezwykle wzruszające. totalnie odwrotnie, niż papugi. przez ten gest, poczułem do niej jakieś dziwne przywiązanie, ale i współczucie – ze względu na to dziwne, plastikowe urządzenie, które nosiła. było mi jej żal, że ma to coś. i chciałem ją od tego uwolnić. w tej chwili pojawił się… mój tata, który – jak się okazało – był tam ze mną. to właśnie jego zapytałem, czy mogę jakoś usunąć tę plastikową blokadę, czy mogę uwolnić wronę od tego dziwacznego czegoś. tata odpowiedział, że tak, że mogę. i gdy już przymierzałem się, by to zrobić, obudziłem się…

    ale dziwny, pokręcony sen. ale jednocześnie był taki realny. czuję, że nałożyło się w nim kilka historii z mojej głowy.

    Podsumowując ten sennikowy zapis, dochodzę do wniosku, że prowadzenie dziennika to nie tylko sposób na uchwycenie myśli i emocji, lecz także narzędzie do głębszego zrozumienia samego siebie. Dzięki zapisaniu i analizie tak osobistych doświadczeń, jakimi są sny, mogę lepiej zrozumieć swoje reakcje, lęki i pragnienia. Zupełnie jakbym czytał książkę napisaną przez moją podświadomość. A to daje mi moc i pomaga lepiej radzić sobie z codziennością.

    Koniec

    niedziela, 03.03.2024

    Poniższy wpis jest dodatkiem i moją odpowiedzią na pytanie zawarte w siódmym odcinku podcastu Fajne Życie.

    Sporo ostatnio myślałem o moich porankach. To zabawne, ale one potrafią być tak bardzo różne. Mogę chyba wydzielić ich trzy rodzaje. Zupełnie, jakby siedziały we mnie trzy różne osoby, choć wcale tego tak nie traktuję. Myślę, że potrafię dostosować je – te poranki – do sytuacji, w jakiej się akurat znajduję, że o poranku potrzebuję pewnego rodzaju stabilizacji, powtarzalności. I właśnie, jak spojrzę na to jeszcze raz – to i w moich porankach jest dużo powtarzalności, pomimo całej – pozornej – różnorodności. I to właśnie jest dla mnie zabawne. Nie jestem przywiązany do godziny, do zegarka, ale mam nawyki, których się trzymam, które pomagają mi codziennie rano.

    Tak w ogóle, to lubię spać. Kiedyś niezbyt lubiłem – wydawało mi się to okropną stratą czasu. To chyba normalne, prawda? Moje dzieci dzisiaj tak właśnie uważają – że najlepiej byłoby w ogóle nie spać. A ja dzisiaj już lubię. Wręcz uwielbiam. Stąd może i poranki, a właściwie to sam moment przebudzenia się – jest fajny. Dziś otwieram oczy z takim spokojem. Otwieram je i leżę, delektuję się chwilą. Zastanawiam się, kiedy odnalazłem ten spokój poranków, to uczucie, że „świat poczeka, poczeka, aż zechcę wstać”. To ogromny komfort, że udało mi się do takiego myślenia dojść, a może dojrzeć? To kwestia przemyśleń i dojrzałości? Czy decyzji życiowych? Pewnie jedno wynika z drugiego.

    A więc otwieram oczy. Kiedyś od razu sprawdzałbym aktualną godzinę, dziś już tak nie robię. W zależności od tego, czy poprzedniego dnia miałem do późna trening, bawiłem się z dziećmi, czy położyłem się wcześnie, może być 4 nad ranem, albo i 9:30 – i to nie jest najważniejsze. Staram się zawsze celować, by spać nie dłużej, nie krócej, niż 7 godzin. To taka moja optymalna ilość snu, do której doszedłem po wielu latach. Kiedyś było to 6,5 godziny, ale zwiększenie liczby codziennych treningów sprawiło, że zacząłem potrzebować tych dodatkowych 30 minut odpoczynku w nocy.

    Gdy już zdecyduję, by w końcu wykonać jakiś ruch, chwytam telefon, by wyłączyć budzik – często po przebudzeniu nie pamiętam, czy już dzwonił, czy dopiero ma za chwilę zadzwonić. A jeżeli nie dzwonił – nie chcę, by się odzywał. Wolę myśleć, że tym razem go pokonałem i ma się w związku tym nie pokazywać mi na oczy. Czasem zastanawiam się, czy mógłbym całkowicie z niego zrezygnować. Nie wiem, czy ufam sobie aż tak bardzo, by to zrobić. Traktuję budzik trochę, jak takie koło zapasowe – szczególnie, że są wieczory, w które kładę się spać mocno zmęczony po bardzo aktywnym dniu. Boję się, że mógłbym wtedy spać i spać. I, choć nie widzę niczego złego, albo raczej niczego, co wymaga zmiany, w tym, że dzwoni budzik, to jednak kusi mnie, by sprobować go odstawić. Sam nie do końca wiem dlaczego, być może to taki kolejny krok, może ten budzik w mojej głowie jest jakimś dodatkowym symbolem podporządkowania, brakiem wolności.

    Wstałem. Zawsze po tym idę do okna, odsłaniam żaluzję, by sprawdzić, czy jest już jasno. Zazwyczaj i tak wiem, czego się spodziewać, w końcu chwilę wcześniej trzymałem w ręku telefon i – oczywiście – sprawdziłem, która jest godzina. Jeżeli jest jasno, odsłaniam wszystkie żaluzje. Jeżeli panuje jeszcze mrok – zostawiam je zasłonięte. Potem przypominam sobie, że za drzwiami czekają pewnie na mnie dzisiejsze pudełeczka z posiłkami na cały dzień (dieta pudełkowa) – idę więc sprawdzić, czy przypadkiem ktoś z sąsiadów nie postanowił sobie zagarnąć mojego jedzonka. Już od ponad roku zamawiam w ten sposób jedzenie i na szczęście jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby cokolwiek zniknęło. Brawo sąsiedzi? Czy powinienem być wdzięczny za to, że nikt mnie do tej pory nie okradł? 🙂 Hmm…

    Następnym punktem poranka jest kuchnia. To właśnie ona jest moim miejscem, gdzie spędzam sporą część czasu rano. Nie mam w niej stolika, nie mam tam krzeseł, fotela, ale jest duży parapet, na którym ustawiłem sobie coś w rodzaju biurka stojącego. Wykorzystałem do tego łóżkowy stoliczek, taki, który kiedyś, dawno temu, wykorzystywałem, by zjeść sobie coś w łóżku. Brr, mroczne czasy, w których dużo bardziej ceniłem w życiu bezruch, niż ruch. Śmieszne – zamieniłem jeden z największych symbolów lenistwa w centralny punkt mojego dzisiejszego poranka – który tak bardzo jest inny, niż ten sprzed lat. Po drodze do biurka sięgam jeszcze po szklankę i wodę. Nauczyłem moje ciało, że po nocy dostanie sporo płynów, i dziś już ciężko by mi było z tego zrezygnować. To pozwala mi też się mocniej obudzić. Podchodzę potem do mojego prowizorycznego biureczka, staję przy nim i – na przygotowanym poprzedniego wieczoru iPadzie – otwieram mój dziennik. Jeżeli tylko pamiętam, co mi się w nocy śniło – zapisuję ten sen, razem z przemyślaniami na jego temat. Mam ich już zapisanych wiele dziesiątek. Zabawne rzeczy potrafią mi się śnić, czasem łapię się za głowę, spisując historię, którą przeżyłem w nocy. Musi to być jedna z pierwszych rzeczy, jakie robię po przebudzeniu, inaczej zapomnę. Staram się tego pilnować, choć sam nie wiem, dlaczego to dla mnie takie ważne. Być może dopatruję w tym źródeł moich podświadomych lęków, nadziei, pragnień, tego, co siedzi głęboko w mojej głowie, choć często w mocno zagmatwanej i pokolorowanej przeróżnymi barwami, niejasnej formie. Nawet nie wiem, czy mam rację. Jednak traktuję te sny jak część mnie, więc je zapisuję.

    Gdy moje pierwsze – często krótkie – spotkanie z dziennikiem mam za sobą, lecę do łazienki, by tam załatwić poranne czynności – siku, szybkie mycie, zęby. Wystarczy na początek.
    Czas na najfajniejszy moment poranka – kawa.
    Tak, kawa to ten ulubiony moment. Nie samo jej parzenie, ale smak. Uwielbiam mój poranny kubek kawy. Ta część poranka kręci się już u mnie właściwie wyłącznie w kuchni. Na prowizorycznym biurku–parapecie stoi iPad, często wykorzystuję ten moment – gdy piję kawę – do pisania w dzienniku. A rano mnóstwo myśli się pojawia i lubię „przelać je na papier” (elektroniczny), by pozbyć się ich z głowy, by oczyścić umysł. To ważna część mojego poranka – czasem trwa 5 minut, gdy nie mam za wiele z siebie do wyrzucenia, ale bywa, że stoję przy iPadzie i godzinę – tak dużo mam sobie do opowiedzenia. Czasem powstają w ten sposób wpisy na bloga, czasem newsletter – poranek to mój najbardziej kreatywny czas i chcę to zawsze jak najlepiej wykorzystać, a ponieważ uwielbiam pisać – więc i wydłużam tę czynność tak bardzo, jak tylko mogę.

    IPad to również moje narzędzie do planowania dnia. Gdy moja głowa jest już wolna od różnych rzeczy, której się po niej po nocy przewijają, mogę podjeść do wymyślenia, jak bym chciał, aby nadchodzący dzień wyglądał. Staram się zawsze zaczynać planować moje dni od aktywności fizycznych, na jakie mogę sobie danego dnia pozwolić. Lekcje tańca mam od poniedziałku do czwartku, a przed nimi wkładam przynajmniej godzinę zajęć na siłowni, czasem uda mi się upchnąć jeszcze z godzinkę rolek w taki szalony dzień. Wkładam w mój plan dnia tyle sportu, ile tylko zdołam, i czasem zastanawiam się, czy aby nie przesadzam trochę 🙂 Jednak wiem, że jak uda mi się zrealizować taki niewiarygodny plan, to będę z siebie bardzo zadowolony, jak będę probował doczołgać się wieczorem do łóżka. Nie lubię pozbyć się całej energii podczas jednego treningu, ale lubię być zmęczony, rozciągnięty i wypompowany po kilku mniejszych, mniej intensywnych. Sport stał się tak ważną częścią życia – uwzględniam to przy porannym planowaniu dnia.

    Gdy jestem już całkowicie zaplanowany, to jest to dobra chwila na odrobinę medytacji, skupienia, czy choćby posiedzenia w ciszy – w zależności od mojego humoru i nastroju.
    Mój poranek zbliża się powoli do końca. I w tym momencie zastanawiam się, czy „ja to mam dzisiaj rano ochotę na odrobinę rozciągania, rozgrzewki, delikatnych ćwiczeń?”. Był czas w moim życiu, gdy bardzo cisnąłem, aby każdego dnia zrobić jakąś partię porannych ćwiczeń. Jednak teraz, gdy wiem, że mój kalendarz jest wypakowany minimum 2-3 godzinami zorganizowanych, mocnych treningów – wiem, że mogę sobie odpuścić poranne rozciągania, a i tak osiągnę poziom aktywności, na jakim mi każdego dnia zależy. Niemniej jednak, czasem zdarza mi się jeszcze wykonać przynajmniej kilkuminutowy zestaw ćwiczeń rozciągających. Dni, które zacznę właśnie z tym pakietem ćwiczeń, zawsze są lepsze. Choć przyznaję – często mi się nie chce 🙂

    Kolejna chwila to czas decyzji – czy mam ochotę na śniadanie. W ostatnich miesiącach uczyłem się jak zerwać z nawykiem jedzenia nawykowego, to znaczy posiłków, które mam tylko dlatego, że naszedł czas śniadania, obiadu, czy kolacji. Teraz przed zjedzeniem czegokolwiek pytam siebie, czy faktycznie jestem głodny (i jak bardzo), czy raczej to zegarek podpowiada mi, że to pora śniadania, ale wcale nie jestem jeszcze na ten posiłek gotowy i nie jest mi on potrzebny. W praktyce zjadam śniadanie rano tak co drugi dzień. W pozostałe zostawiam sobie to na późnej – i szczerze mówiąc, chyba wolę te dni, w które śniadanie przekładam. Zresztą, takie podejście bardzo pomogło mi w wyregulowaniu tego, co jem i kiedy jem. Jedzenie tak łatwo może stać się nałogiem, a najadanie się, czy nawet przejadanie – codziennością.

    Zostają mi już tylko dwa elementy poranka. Pierwszy to wybranie ubrania, a właściwie to – ze względu na treningi – kompletów ubrań.
    Musi być ich kilka. Ta część potrafi mi się rozciągnąć w czasie o wiele mocniej, niż bym tego chciał. Bywają dni, w które biorę sobie nawet i 3 duże treningi w ciągu dnia, a przed dwoma z nich jeszcze robię dość intensywną rozgrzewkę. Wtedy muszę mieć ze sobą cztery pełne komplety ubrań plus dwie dodatkowe koszulki. Co w sumie sprawia, że szykuję na taki dzień 6 koszulek, 3 pary skarpetek, 3 pary bokserek, 3 pary spodni i bluzę. A ponieważ nie lubię niespodzianek w ciągu dnia, więc najczęściej zabieram jeszcze jeden komplet – awaryjny. Także często wychodzę z domu z kompletem ubrań, jaki niektórzy zabierają ze sobą na wielodniowe wakacje 🙂 Wychodzi z tego później dużo prania 🙂

    Gdy uporam się z ubraniami, czas na poranną kąpiel. Ach, ta ostatnia – kąpiel – to również czas na krótkie czytanie. I tu zabieram ze sobą iPhone’a, w którym sięgam zazwyczaj po jedną z dwóch aplikacji:

    • Readwise, w której gromadzę wycinki różnych ciekawych książek i artykułów z internetu, a która codziennie podrzuca mi 5 z tych wybranych wcześniej wycinków. Jedne są dłuższe, inne to raptem 1-2 zdania. Czytam każdy z nich – to fajny czas przemyśleń – ewentualnie dorzucam brakujące tagi, czasem coś poprawiam lub uzupełniam, dodaję własne notatki. Buduję w ten sposób moją bazę wiedzy, a wszystkie te wycinki pięknie synchronizują się z aplikacją do notowania, której używam – Reflect Notes.
    • druga to Readwise Reader. Aplikacja tych samych twórców, ale poprzednia, jednak w odróżnieniu od zwykłej appki Readwise, tu dostaję artykuły, których wcześniej nie czytałem, ale znalazłem w internecie i zdecydowałem, że będę chciał przeczytać w przyszłości. Taka przechowalnia rzeczy do przeczytania. Poza artykułami mogę w Readwise Reader przeglądać newslettery, do których jestem zapisany, a nawet czytać dodane tam e-booki. Krótko mówiąc – to mój kombajn do czytania wszystkiego. W każdej czytanej tam rzeczy mogę zaznaczać fragmenty, które mi się spodobają, i które uznam, że może będę chciał kiedyś jeszcze wykorzystać. Wycinki te trafiają automatycznie do zwykłej aplikacji Readwise i z pewnością w ciągu kolejnych dni, tygodni, może miesięcy, zobaczę je w Readwise, podczas codziennych przeglądów (Daily Review) – uzupełnię wtedy tagi, może przetłumaczę taki fragment na język polski (jeżeli jest po angielsku), a może skasuję, gdy uznam, że jednak dany fragment mi się nie przyda.
      Wyjście z kąpieli to taki już oficjalny moment zakończenia mojego porannego rytuału i rozpoczęcie normalnego dnia. Jeżeli zostaję w domu, zabieram się za zaplanowane zadania, jeżeli dzień spędzam poza domem, następuje szybkie pakowanie – ubrań, rzeczy do pracy i jedzenia – i wychodzę, by przeżyć dalej dzień.

    I tu, muszę chyba uderzyć się w pierś. Miała być pierwsza godzina dnia, a moje poranki – te, które opisałem – to czasem dwie godziny, a bywa, że i jeszcze trochę dłużej. I choć zdarza się, że lekko (albo i mocniej) je modyfikuję, na przykład w dni, kiedy moje córki są u mnie, to staram się, aby zawsze mieć czas na porządne przygotowanie się do dnia i przejście przez wszystkie ważne dla mnie elementy poranka. Prawda jest taka, że uwielbiam ten czas, więc i dlatego tak bardzo rozciągam go w czasie. Po dobrym poranku cały dzień jest fajny. I chcę, aby moje właśnie takie były.

    Cieszę się, że usiadłem do tego podsumowania, że opowiedziałem – trochę patrząc z boku – o moich porankach. Zrozumiałem, jak bardzo mi pomagają, jak skrupulatnie przechodzę każdego dnia przez wszystkie ich elementy, ale widzę również, że często modyfikuję cały ten proces. Myślę, że mogę powiedzieć, iż na bieżąco dostosowuję poranki do mojego życia. Lubię je. I nie mogę się doczekać kolejnego 🙂