Tag: rozwój

wtorek, 07.10.2025

ewidentnie przechodzę jakiś mikro kryzys codzienności. szukam sposobu na progres, na drobne tricki, które poprawią mi codzienność. to właśnie w takie dni rodzą się projekty takie jak #fajneżycie365. to w takie dni podejmuję najbardziej drastyczne decyzje. widzę mniej więcej, co wywołało ten kryzys, ale nie wiem jeszcze, dokąd mnie doprowadzi. przydałoby się jakieś nakierowanie, podpowiedź kierunku, ale nie za bardzo wiem w tej chwili, gdzie po to sięgnąć. moje otoczenie mocno się zmieniło w ostatnich miesiącach i mechanizmy, które kiedyś działały, dziś już nie wystarczają. i dobrze — to jest cena . tylko te nowe mechanizmy jeszcze nie są tak dobrze ukształtowane, by pociągnęły mnie we właściwą stronę z odpowiednią siłą. uruchomiłem więc dziś mechanizm pod tytułem: wychodzę z domu na cały dzień, by się posnuć po warszawie i znaleźć inspirację.

poniedziałek, 06.10.2025

praca nad tworzeniem mojego bloga daje mi ogromną satysfakcję. sam blog wygląda coraz lepiej — przynajmniej dla mnie — i coraz bardziej staje się moim systemem życia (nie cierpię tego zwrotu, ale nic lepszego nie oddaje tego, co naprawdę robię). to projekt tak ogromny, że momentami ciężko mi nad nim zapanować. a odkąd przy kodzie zaczęła pomagać mi ai, mogłem w końcu totalnie uwolnić wyobraźnię i tworzyć funkcjonalności, o których zawsze marzyłem. bez żadnych ograniczeń. bajka.

What is your favorite hobby or pastime?

dobijałem do czterdziestki, gdy zdecydowałem się na pierwszą w życiu lekcję tańca. była to lekcja modern jazzu – mega ciężki wybór na początek drogi. rzuciłem się na bardzo głęboką wodę. jej, ile tam było emocji, nerwów, stresu… nie było łatwo. nadal nie jest, choć od tamtego czasu minęły już prawie trzy lata. od tej pierwszej lekcji zrobiłem ogromne postępy. zacząłem prawdziwie cieszyć się tańcem, każdą choreografią, pojedynczymi ćwiczeniami. po pierwszym roku nauki postanowiłem zmontować sobie krótki filmik z tego, jak mi idzie. patrząc na niego dziś, wiem, że jestem o wiele dalej. ale właśnie dlatego lubię do niego wracać – przypomina mi, od czego się to wszystko zaczęło.

opublikowałem całkiem spory kawałek mojego prywatnego dziennika z początków drogi do tańca:

w tym odcinku zastanawiam się, jak zmieniają się moje myśli i podejście, gdy zmieniam narzędzia, technologie, jedzenie albo nawet samochód. opowiadam o eksperymencie sprzed lat, kiedy porzuciłem apple na rzecz microsoftu, o rozważaniach nad przejściem do googla, o tym, jak zmiana aplikacji czy diety potrafi przewietrzyć głowę. to o odwadze do testowania, o ciekawości świata i o tym, że każda zmiana — nawet tymczasowa — uczy czegoś o sobie.


mam takie przemyślenia na temat technologii. jestem użytkownikiem, chyba tak to mogę powiedzieć, może fanem? chyba niekoniecznie. użytkownikiem produktów apple. bardzo je lubię, ale nie dlatego, że pochodzą od apple, tylko dlatego, że to wszystko bardzo fajnie działa razem ze sobą. jestem też osobą, która potrafi wejść w ten ekosystem, w ten czy w jakikolwiek inny, i iść całościowo w tę stronę. dzięki temu czerpię sporo korzyści z tego, że to wszystko ze sobą współpracuje.

tak jest w przypadku urządzeń apple, mam ich sporo i one ładnie ze sobą działają. tak jest też w przypadku mojego systemu bloga — systemu fajne życie, który tworzę. oparty o wordpressa i wszystkie natywne dodatki tworzone przez firmę automattic, czyli moduł jetpack. to wszystko ze sobą współpracuje, więc sytuacja jest podobna.

kiedyś, lata temu, postanowiłem zamienić na jakiś czas urządzenia apple na produkty microsoftu. to były jeszcze czasy, gdy microsoft produkował swoje telefony po przejęciu nokii. zamieniłem wtedy ipad’a i macbook’a na komputer surface. wszystko działało świetnie. zmieniłem nawet zegarek apple watch na fitbit — i to też było całkiem fajne, mimo że to już inna firma.

jestem więc osobą, która lubi wchodzić w systemy całościowo. używać wszystkiego, co się da, by zobaczyć pełen obraz.

ostatnio chodzi mi po głowie, choć wiem, że to może zły pomysł, zamiana części urządzeń apple na ekosystem googla. bo google ma swój telefon, chromebooka, tablet z androidem, i ma też swoją sztuczną inteligencję — gemini — bardzo dobrze zintegrowaną z całym ekosystemem. a to mnie kusi, bo sztuczna inteligencja jest dziś dla mnie kluczowa. chatgpt pomaga mi tworzyć system fajne życie, bloga, podsumowania, całe moje życie właściwie. więc myślę sobie, że może pójście w stronę googla pozwoliłoby to wszystko lepiej połączyć.

ale wiem też, że to byłoby kosztowne, czasochłonne i pewnie niepotrzebne. rozsądek mówi, żeby zostać przy tym, co mam.

mimo to lubię te rozważania. bo każda taka zmiana — nawet tylko w głowie — to rodzaj rewizji. taki reset. jak zmiana aplikacji do zadań. dzięki niej przemyślałem cały swój system pracy, usunąłem rzeczy nieistotne, zostawiłem tylko to, co naprawdę ważne.

takie przeprogramowanie przydaje się też w życiu. zmiana samochodu, diety, sposobu pracy — to zawsze coś uruchamia.

pamiętam, jak lata temu przesiadłem się ze sportowego bmw do fiata multipli. totalny kontrast. i nagle otworzył się nowy świat. inaczej jeździłem, inaczej myślałem, inaczej się zachowywałem. odkryłem inny styl życia, inne tempo, inne rzeczy.

takie drastyczne zmiany potrafią otworzyć oczy i rozpocząć nową bajkę. i właśnie cieszę się, że mam w sobie tę gotowość — do zmian, do prób, do wchodzenia w coś nowego, nawet tylko na chwilę.

tak było z dietą pudełkową, którą stosowałem ponad dwa lata. i z okresem, gdy byłem wegetarianinem przez pół roku. oba te doświadczenia dużo mnie nauczyły o jedzeniu, o zakupach, o ciele.

ta zmiana na microsoft trwała rok. po roku zatęskniłem za płynnością macbooka i wróciłem do apple. ale to doświadczenie było bezcenne. surface był wtedy hybrydą — pół tablet, pół laptop — i to też było ciekawe.

teraz wiem, że z macbooka będę korzystał coraz mniej, aż w końcu przestanę. ipad staje się centrum mojego świata.

i może właśnie o to chodzi — żeby próbować, zmieniać, wracać, testować. bo nawet jeśli coś się nie sprawdzi, to zawsze czegoś nas uczy.

Koniec

wtorek, 23.09.2025

jakie to dziwne, że każdy mój krok w tył, każda wpadka, potknięcie, daje mi nowego i jeszcze większego powera do tego, by iść do przodu, by wprowadzać zmiany, by coś poprawić, usprawnić albo i zmienić totalnie. to tak, jakby te wpadki były mi niezbędne do rozwoju. co więc się stanie, gdy wyeliminuję wszelkie potknięcia…? zatrzymam się w tym rozwoju i nie będę szedł już do przodu? to dopiero paradoks, ideał prowadzi do porażki?

sobota, 06.09.2025

wczoraj miałem pierwsze #zajęcia z modern jazzu, z tańca, z eweliną, pierwsze po wakacjach. przez wakacje nie było tych zajęć. to były takie dosyć ważne dla mnie #zajęcia, ponieważ przez te 2, prawie 3 miesiące, pracowałem dużo i te #zajęcia z eweliną były takim testem dla mnie czy zmarnowałem ten czas wakacji, czy też nie – zrobiłem jakieś postępy? poprawiłem coś? czy też nic się nie zmieniło. cieszyłem się w ogóle bardzo, że te #zajęcia wracają, ponieważ prowadzi ciężkie #zajęcia, ale bardzo fajne. i ich zaletą jest to, że ich struktura jest podobna zawsze i zarówno ćwiczenia podczas rozgrzewki, jak i techniki, powtarzają się bardzo często, ewentualnie skakują na poziom wyżej, ale baza jest podobna, to są te same rzeczy, więc fajnie można ćwiczyć podstawy i rozwijać jedną, daną umiejętność, ponieważ wiesz, że za tydzień będzie to samo, co najwyżej poziom wyżej. a z drugiej strony można też oglądać postępy i widzieć, robiąc setny raz to samo, na przykład, można zobaczyć, że wychodzi ci to lepiej, że coś się udaje, że coś się poprawiło. dlatego to są fajne #zajęcia, bardzo je lubię i cieszyłem się na powrót.

co ważne, zmieniła się całkowicie grupa na tych #zajęciach. gdy w czerwcu #zajęcia się kończyły, było już tylko kilka osób. i teraz we wrześniu nikogo z tych osób nie było oprócz mnie. pojawiło się za to dużo nowych osób. to było ciekawe, ponieważ te osoby, które przyszły, nie były to osoby już początkujące, tylko raczej osoby, które tańczyły w większości, osoby młode, młode dziewczyny, które są i porozciągane, i już widać, że tańczyły, że mają już jakieś tam doświadczenie, chcą iść do przodu, więc było to też wyzwanie w pewnym stopniu dla mnie, gdy zobaczyłem co się dzieje, bo to jest tak, że gdy startują #zajęcia, że poziom tych zajęć jest bardzo podstawowy, i wtedy czuję się pewnie, dlatego że coś tam już umiem, znam podstawy i mogę z jednej strony sobie te podstawy też rozwijać, doszlifować pewne rzeczy, ale też czuję się na tyle pewnie, ponieważ już coś tam znam, już coś tam wiem. a przy moim porównywaniu się to jest dla mnie istotne, żeby gdzieś tam nie wypaść bardzo źle, co jest pewnie głupie, ale tak jest. i w dużej części już się z tego wyleczyłem, ale gdzieś tam jeszcze zawsze takie obawy i takie zerkanie pozostało i pewnie ze mną pozostanie, może mi się z tego kiedyś uda wyleczyć całkowicie. w każdym razie wczoraj nie było źle i bałem się troszkę tych zajęć, w pełnym stopniu, ponieważ wiedziałem, że to będzie taki sprawdzian, ale wyszedłem z tych zajęć z podniesioną głową i to jest dla mnie ważne, że widzę, że przez wakacje pracowałem. widziałem to sam, że pracowałem, że ten czas nie został zmarnowany. poprawiłem wiele, wiele elementów, które przed wakacjami mi przeszkadzały. oczywiście daleki jestem do tego jeszcze, żeby powiedzieć, że jest już taki poziom, jaki bym chciał, żeby był, i pewnie nigdy tego nie osiągnę, co nawet nie wiem, czy by było dobre, żeby to osiągnąć, bo zawsze trzeba dążyć do czegoś lepszego. chyba. w każdym razie widziałem, że było lepiej, że jest lepiej, i to były fajne #zajęcia. to były fajne #zajęcia. treningi z Eweliną są, tak jak już mówiłem, ciężkie i takie mocne. to nie są #zajęcia, gdzie ktoś cały czas ci mówi, że jest fajnie, jest dobrze, tylko to są #zajęcia typu: wyciągnij z siebie jeszcze więcej, popraw to i tamto. więc z jednej strony idealne dla mnie, z drugiej strony ciężkie, bo jednak trzeba zawsze cisnąć do przodu i poprawiać wiele elementów, więc jest to takie nastawienie na błędy, a właściwie na poprawki, na ciągłe poprawki i na ciągłe chodzenie do przodu.

niektóre #zajęcia są takie, z niektórymi instruktorami, że instruktorzy mówią ci, że jest bardzo fajnie, jest dobrze, to jest twój poziom, możesz tak robić. tutaj tego nie ma, tutaj u jest zazwyczaj tak, że popraw to, zrób to lepiej, tutaj ci źle wychodzi. no można nie mówić, że źle, ale to jakby, czuje się to podczas zajęć, że cały czas ciśniemy do tego, żeby było lepiej. i jak już wydaje ci się, że opanowałeś pewne elementy, no to wprowadza kolejny poziom i się okazuje, że wow, jest trudno, jest mega ciężko i trzeba dawać radę. ale i tak jest super. fajne są te #zajęcia, cieszę się jeszcze raz, że wróciły. bałem się emocji, które będą po tych #zajęciach. emocji, które towarzyszą mi zawsze, gdy wracam do domu, gdy już jestem w domu. ta podróż do domu bywa ciężka, wczoraj była fajna.

w domu pojawia się często, bo to #zajęcia są wieczorne, więc wracam gdy już, już jest ciemno, i w domu pojawia się często tutaj taka chęć trafienia sobie jakiejś nagrody albo pocieszenia się. o, to jest lepsze sformułowanie: pocieszenia się. i tutaj bardzo często to pocieszanie polegało na tym, żeby zjeść coś. i to zjeść coś oczywiście nie takiego dobrego dla mnie, więc nad tym elementem chciałem pracować, żeby to jedzenie nie było dla mnie nagrodą, pocieszeniem i takim uwolnieniem emocji. i to mi się wczoraj udało. muszę przyznać, że to mi się udało. bardzo mi się udało. bardzo się cieszę, że zapanowałem nad tymi emocjami, że mogłem się fajnie bawić podczas zajęć, uczyć się, bo na tych #zajęciach dużo bardzo się uczę.

no i cóż, dzisiaj kolejny test, ponieważ ruszają kolejne #zajęcia, podobne jak te z eweliną, a mianowicie #zajęcia z dominiką, #zajęcia z modern jazzu również, ale trochę inne #zajęcia. tutaj boję się jeszcze bardziej, ponieważ jest zupełnie innym trenerem i z jednej strony też stawia na rozwój, ale lubi wyciągać z nas jeszcze więcej niż . to znaczy chyba bardziej uczy nas metodą małych kroków, takich zdecydowanych, ale jednak nie ogromnych. a lubi czasem pokazać nam, jak to powinno wszystko wyglądać i – może to jest tylko moje odczucie – ale pokazać nam czego nam jeszcze brakuje i do czego dążymy. co jest też fajne, ale emocjonalnie dla mnie jeszcze trudniejsze. więc dzisiejsze #zajęcia też będą dużym sprawdzianem. tutaj wiem, że nie jestem jeszcze aż tak przygotowany, aż tak rozciągnięty. bardzo stawia tutaj na takie rozciągnięcie i #zajęcia rozciągające, co mnie też bardzo cieszy, ale wiem, że tutaj jeszcze dużo pracy przede mną, chociaż biorąc pod uwagę właśnie wakacje i to jaki postęp zrobiłem, myślę, że może też nie będzie tak źle. stąd w ogóle te #zajęcia nie są po to, żeby było źle albo dobrze, tylko są po to, żeby była fajna zabawa i nauka. i to na pewno udaje mi się na nich osiągnąć. to nie zmienia faktu, że jestem człowiekiem, towarzyszą mi różne emocje i chcę nad nimi, może nie tyle panować, co chcę z nimi w zgodzie żyć. chcę, żeby mi pomagały, a nie przeszkadzały w życiu, więc stąd też te rozważania wszystkie i to poukładanie sobie rzeczy po jednych #zajęciach i przed drugimi. no ciekawy jestem, jak dzisiaj będzie, zobaczymy.

to śmieszne, że przez te 3 lata stał się, nawet nie tak ważną częścią, bo chyba najważniejszą częścią mojego każdego dnia praktycznie, ponieważ jest go bardzo dużo w moim życiu i wszystko kręci się wokół niego. śmieszne. jeszcze 5 lat temu w życiu bym nie powiedział, że tak będzie, a jednak właśnie tak to wygląda. i to współczesny, jazz, modern jazz, rzeczy, które… no te pięć lat temu wydawały mi się nieosiągalne, po prostu to było nawet nie marzenie. to było na zasadzie „fajnie by było mieć inne życie”. no i kurde, mam to inne życie. ja pierniczę.

czwartek, 04.09.2025

wczoraj, na zajęciach z tańca współczesnego, tańczyliśmy do piosenki z Hannah Montana. kolejna taka zwariowana, dziewczęca choreografia do kolejnej piosenki, którą wszyscy zaznają na pamięć, a ja poznaję. sam nie wiem jak ja się wplątałem w te zajęcia i nie mam pojęcia jak się z nich wyplatać. i całe szczęście, bo są tak bardzo niewygodne, jak mi potrzebne. uwielbiam je, tak samo jak ich nienawidzę.

Koniec roku 2025
Koniec

sobota, 09.11.2024

Są dni, w których wszystko idzie… jakoś tak łatwiej. Dni, przez które przechodzę bardzo płynnie. Bywają jednak i takie, w których czuję, jakbym pchał wózek z życiem pod bardzo wysoką górkę. Od samego rana, aż do zmierzchu. Niektóre dni są łatwiejsze, a czasem dotrwanie do wieczora to prawdziwa męczarnia. Wiesz, co mam na myśli?

W tych „trudniejszych momentach” zdarza mi się myśleć o powodach gorszych chwil, szukam też jakiegoś wyjścia. Zastanawiam się wtedy, w jakim stopniu na moje samopoczucie mają wpływ czynniki zewnętrzne, a w jakim to ja sam utrudniam sobie życie.

Jeżeli mnie już trochę znasz, to wiesz, że częściej wybieram tę drugą opcję – wzięcie odpowiedzialności – nawet za te gorsze dni. Dzięki temu jestem w stanie coś na to poradzić – łatwiej jest bowiem zmienić siebie niż wszystko dookoła. To ostatnie jest zazwyczaj niezmienialne. Wszystko więc sprowadza się do założenia, że to nie czas jest gorszy, trudniejszy, tylko moja głowa działa akurat niewłaściwie. I to jest punkt wyjścia do zmiany.

Recept na poprawę dnia jest mnóstwo. Sam mam ich całkiem sporo i korzystam z nich, gdy tego potrzebuję. Tak samo, jak wiem co robić, gdy boli mnie głowa (po pierwsze woda, to drugie ruch, po trzecie wyjście na powietrze), tak też mam swoje metody na gorszy dzień. Dzisiaj chciałbym Ci opowiedzieć o jednej z nich – o czterech elementach, które złożone w jedną całość, w cięższym czasie pomagają mi w przejściu przez trudny dzień. Oto i one:

  1. Uważność
  2. Nastawienie
  3. Wyzwanie
  4. Aktywność

To jedna z moich strategii, która potrafi mi „zrobić dzień”. Nie są to taktyki długoterminowe, ale krótkie działania, które w przypadku ciężkiego dnia powodują, że jest trochę łatwiej. Tak naprawdę powyższa lista to jedynie przepis na „mimo wszystko udany dzień” – w trudnych chwilach. Gdy wszystko idzie zgodnie z planem, gdy każdy kolejny dzień jest sukcesem – powyższa lista nie jest mi potrzebna. Dni są dobre bez tych elementów albo może lepiej powiedzieć: bez zwracania uwagi na powyższe elementy. W te lepsze dni powyższa lista zadań realizuje się sama. To w trudnych, muszę na nią spojrzeć i nakierować się na odpowiednie działania.

Co ciekawe, trzy z wymienionych rzeczy, dotyczą mojego umysłu, a jedynie ostatnia to element fizyczny, niezwiązany z głową. To sporo mówi o tym, ile w moich ciężkich dniach jest problemów z ciałem, a ile z psychiką.

uważność

To słowo tak często pojawia się u mnie w dzienniku, na blogu i w podcastach, że dochodzę do wniosku, iż jest to lekarstwo na wszystkie problemy tego świata (i trochę tak jest) – nie tylko te moje. Gdybyśmy byli bardziej uważni, troski same by znikały i nie trzeba by sobie z nimi radzić.

Medytuję już od lat i w tym czasie moje postrzeganie życia zmieniło się diametralnie. Wcześniej nie było łatwo – wytrzymać ze sobą, ze światem, nie zawsze radziłem sobie z emocjami. Medytacja nauczyła mnie uważności, która zmieniła moje postrzeganie świata i jest ona wspaniałym narzędziem do radzenia sobie z samym sobą. Polega na koncentrowaniu uwagi i – jak ja to lubię nazywać – stawaniu obok siebie.

nastawienie

Drugie słowo-klucz. A jednocześnie moja największa tajemnica, która bardzo szybko potrafi nie tylko zrobić dzień, ale sprawić, że całe życie stanie się fajne. Nastawienie. Właściwe nastawienie.

Nie bez powodu jednym z haseł towarzyszących mojemu blogowi jest: „fajne życie to przede wszystkim deklaracja”. Ta deklaracja to właśnie nastawienie. Wystarczy każdego ranka powtórzyć sobie, że to będzie dobry dzień, że wszystko się uda, że problemy się rozwiążą – i tak właśnie będzie. Tak samo w momencie, gdy dzień nie idzie do końca tak, jakbym tego chciał, wtedy pomaga zwykle: „będzie dobrze”. Wiara w lepsze dziś i jutro sprawia, że nasz umysł zamienia to w rzeczywistość. Bez odpowiedniego nastawienia, żaden z pozostałych trzech czynników, nie ma szans poprawić mojego słabszego dnia.

wyzwanie

Nie jest to mój ulubiony z czynników, ale z pewnością jest on w moim przypadku skuteczny. To on sprawia, że potrafię w te cięższe dni stanąć na piętach, ale on też spowodował, że kiedyś skręciłem nogę na rolkach…

Gdy jeszcze nie znałem siebie zbyt dobrze, gdy słabo radziłem sobie z samokontrolą, takie wyzwania (które mogę również nazwać postanowieniami) często potrafiły doprowadzić mnie do stanu, którego u siebie nie lubię. Dzięki nim potrafiłem robić rzeczy wspaniałe, ale przez nie też ryzykowałem, przeginałem, przegrywałem. Na szczęście to się zmieniło, nauczyłem się tworzyć sobie właściwe wyzwania, sprawiłem, że to narzędzie zaczęło działać na moją korzyść.

I teraz gdy postawię przed sobą jakieś – nawet drobne – wyzwanie, i uda mi się je zrealizować, wtedy mam z pewnością dobry (lepszy) dzień. Czasem, w trudniejsze dni, może to być np. wyznaczenie sobie długiej trasy spaceru do przejścia. Im większej i nowszej (czy raczej bardziej mi nieznanej) rzeczy ono dotyczy, tym większa satysfakcja i lepszy koniec dnia.

Takie wyzwania są jednak dla mnie działaniem bardzo krótkoterminowym – wykorzystywane zbyt często i intensywnie, potrafią doprowadzić do wypalenia, a wręcz i wyniszczenia, co będzie efektem odwrotnym do zamierzonego. Wiem więc, że muszę bardzo rozsądnie i umiejętnie korzystać z tego narzędzia.

aktywność

W zdrowym ciele zdrowy duch – mawiają. I mają rację. Codzienny ruch, aktywność, sport – aż niewiarygodne jak te rzeczy potrafią poprawić moją rzeczywistość.

Nie mówiąc już o tym, że np. poranne wyjście na bieganie to jednocześnie uważność (koncentracja podczas samego biegu), wyzwanie (wyjście z domu, pokonanie lenistwa, przebiegnięcie określonej trasy) i deklaracja lepszego jutra (świadoma praca nad sobą).

Aktywność – ten ostatni punkt, jako jedyny niezwiązany z umysłem a z ciałem, choć tak bardzo powiązany z pozostałymi – osadzonymi w psychice – czynnikami, potrafi zdziałać cuda. Czasem, gdy wszystko nie idzie, wystarczy założyć rolki, chwycić paletkę do ping-ponga, czy skoczyć na godzinę na siłownie. Strzelam, że Ty pewnie masz inne, swoje własne ulubione aktywności, które nie koniecznie będą pokrywały się z moimi – ale zasada ogólna jest prosta: liczy się ruch i aktywne życie.

Ta magiczna czwórka, to jedna z moich kilku recept na poprawę nastroju w ciągu dnia. Niezawodny, czterokrokowy patent. Przykładem aktywności, która bardzo dobrze wpisuje się w taki scenariusz, jest poprawiający nastrój spacer, na który wybieram się czasem w ramach realizacji powyższych kroków w trudne dni. Poza tym wiesz już przecież, że stosuję chodzenie na nastroju zmienienie

Koniec

sobota, 19.10.2024

Co jakiś czas rozpoczynam nowe kursy tańca w szkole, w której się uczę. Kursy startują, czasem się kończą (gdy grupa się rozpada) i wtedy poziom się zeruje, kurs startuje niejako od nowa. Mimo że uczę się już dość długo, nie tylko nie przeszkadza mi startowanie w kolejnych kursach na poziomie początkującym, takich totalnie od zera, ale wręcz bardzo to lubię i doceniam fakt, że mogę pod okiem trenerów pracować nad podstawami – pracuję wtedy zupełnie inaczej, niż osoby, które dopiero pierwszy raz pojawiają się na zajęciach. Zresztą, mam podobne podejście również w innych obszarach mojego życia – cenię pracę u podstaw.

Taki pierwszy dzień zajęć nowego kursu, to trochę jak początek stycznia na siłowni – przychodzi zawsze kilka osób, które na fali jakiegoś impulsu zapragnęły nauczyć się tańczyć, ale jeszcze do końca nie wiedzą jak to będzie wyglądało. I to jest całkiem ok.

Przypominam sobie moją pierwszą lekcję. Byłem tak samo zdezorientowany, przestraszony, nie za bardzo wiedziałem, co się będzie działo, czy mam mieć buty, gdzie się ustawić, co robić… Początek to zawsze fajny, ale i mocno stresujący moment – przynajmniej dla większości osób. I za każdym razem, gdy startują nowe zajęcia w szkole tańca, w oczach wielu osób widzę podobne obawy.

Historia, którą chcę Ci opowiedzieć, wydarzyła się właśnie w takim momencie – gdy startowały nowe zajęcia w szkole tańca. Przyszła na nie mama z dwiema córkami. Fajnie – pomyślałem – takie rodzinne zajęcie się dla nich szykuje. Do tego drugie „fajnie”, ponieważ w szkole, w której się uczę, bardzo rzadko pojawia się ktoś w okolicy mojego wieku – a przynajmniej na zajęciach tańca współczesnego, które ja wybieram.

Zawsze kibicuję nowym osobom w tacki sytuacjach. Tym bardziej że taniec współczesny jest bardzo wymagający i nie łatwo jest zacząć. Czasem na nowych zajęciach pojawiają się osoby, które wcześniej niewiele robiły ze swoim ciałem. I to jest również całkiem ok. Tyle tylko, że nie jest łatwo. Wręcz jest bardzo, bardzo ciężko.

I taki też jest każdy nowy, startujący kurs – ciężki.

Typowe zajęcia trwają półtorej godziny i podzielone są na trzy części: rozgrzewka, ćwiczenie techniki i choreografia. Całość dostosowana do poziomu grupy, ale mimo wszystko, są to rzeczy dość wymagające (tak, wiem, już z dziesiąty raz to podkreślam). Początkowo, patrzysz tylko na zegarek i odliczasz każdą minutę do końca, prosząc w duchu czas, by leciał szybciej (pamiętam dokładnie jak to było!). Z czasem jednak wszystko wywraca się do góry nogami i po dziewięćdziesięciominutowych zajęciach dziwisz się, że lekcja kończy się tak szybko.

A więc rozpoczęła się rozgrzewka. Szok dla nowych osób, widać to po twarzach. Po kilku minutach wielu osobom oczy wychodzą z orbit, pot prawie leje się po twarzy. Takie pierwsze zderzenie z rzeczywistością sali treningowej. Lubię wtedy zerkać na miny tych nowych osób, mam zawsze wtedy ochotę jakoś dodać im otuchy, krzyknąć: nie poddawaj się, wytrzymaj jeszcze chwilę, dasz radę!. To właśnie pierwsze 30 minut jest najgorsze – ten szok. Trzeba jednak przetrwać i potem wrócić na kolejne zajęcia – efekty w końcu się pojawią, a i te mordercze ćwiczenia stają się powoli prawdziwą i ogromną przyjemnością.

Jednak nie każdemu udaje się wytrwać. Mama, która przyszła z córkami, po 10 minutach rozgrzewki… wyglądała na przerażoną. Znane mi już bardzo dobrze ruchy, które zawsze wykonywaliśmy podczas rozgrzewki – a które dla niej były tak nowe – sprawiały przeogromną trudność. Dokładnie tak samo, jak podczas moich pierwszych zajęć. Jej, mój pierwszy raz w szkole tańca był straszny. Zapisałem wtedy w moim dzienniku:

Pierwsza lekcja.
To było ż-e-n-u-j-ą-c-e. Ja byłem żenujący.
Ale kurna, podobało mi się tak bardzo.
To był . No, może jeszcze nie do końca w moim wykonaniu. Ale w sumie jednak!
Ale
Sam nie wiem co dalej. Widzę jak daleko jestem, ile pracy przede mną.
Boooooooże, co ja robię?
(…)
Chcesz tego?
Będzie:
a) żenująco
b) bolało (oj będzie wszystko bolało)
c) trudno
d) ciężko
e) duuużo wyrzeczeń
f) beznadziejnie przez długi czas
Matko, myślałem, że coś tam może umiem, że ostatnie lata ćwiczeń dadzą jakieś efekty, że będzie łatwiej. A nie jest.

Patrzyłem więc na tę mamę i po cichu trzymałem za nią kciuki. Widziałem, że jest na granicy, że zastanawia się, co ona tu właściwie robi. Jednak z każdą minutą była bliżej ukończenia tej pierwszej, najtrudniejszej lekcji. Jeszcze tylko chwila i przejdziemy do techniki, potem do choreografii i będzie już bardzo fajnie.

Mama jednak po chwili odpuściła.

Przerwała ćwiczenia, wstała, usiadła pod ścianą. Nie brała już udziału w zajęciach. Spędziła resztę czasu z telefonem w ręku. Nawet nie zerkała na to, co dzieje się na sali.

Nie uwierzyła – pomyślałem. Szkoda, wielka szkoda.

To zawsze jest taka szansa na zmianę swojego życia. Nie chodzi oczywiście tylko o taniec, podobne obrazki oglądam czasem na zajęciach grupowych na siłowni. Wielu osobom, które nie chodzą na siłownię, kojarzy się ona z wysportowanymi chłopakami i dziewczynami, którzy pojawiają się tam, by popisywać się przed innymi. Prawda jest taka, że siłownia to miejsce, gdzie ludzie walczą ze swoimi słabościami, próbują się zmienić, często naprawić. Tam również widuję ból w oczach ludzi, którzy dopiero zaczynają – taki ból fizyczny, ale i psychiczny, związany z przełamywaniem własnych ograniczeń i barier. Widzę to bardzo często. Walkę ludzi o lepsze życie. Przychodzą osoby młode, starsze, niektóre mocno starsze, po urazach, kontuzjach, chorobach, szczupłe, otyłe, mocno otyłe – na siłowni każdy z czymś walczy. Często ta walka jest niezwykle trudna. Oj, jak często.

I gdy tamta mama zrezygnowała, już na początku rozgrzewki, tak mi się smutno zrobiło. Nie dlatego, że znowu nie będzie nikogo w moim wieku na zajęciach, totalnie nie o to chodziło. Zobaczyłem, jak ona rezygnuje ze zmiany, jaką te zajęcia reprezentowały. Z przemiany, jaką mogła sobie zafundować. Wystarczyło pomęczyć się te pierwsze 90 minut. Potem wyżalić się córkom w domu jak to było ciężko i przyjść za tydzień. To takie proste.

Każdego dnia podejmujemy szereg różnych decyzji. Mniejszych, większych, każda z nich jest ważna. Jest deklaracją – naszej drogi. Podejmujemy walkę o lepsze jutro, albo z niej rezygnujemy. Dla jednych będą to kolejne zajęcia na siłowni, dla innych lekcje tańca, a dla jeszcze innych niesięgnięcie po kolejnego kebaba, papierosa, piwo, czy wybranie się do lekarza, by spróbować poprawić, czy naprawić coś, co wydaje się nienaprawialne. Każdy ma swoją walkę i każdy z nas może ją wygrać. Wystarczy tylko przetrwać rozgrzewkę i nie usiąść pod ścianą z telefonem w ręku.

Koniec

piątek, 16.08.2024

W świecie pełnym porównań i zewnętrznych oczekiwań łatwo jest zapomnieć o jednej z najważniejszych zasad samodoskonalenia: wymagaj więcej, ale przede wszystkim, wymagaj od siebie. Nie oznacza to, by ignorować rady i opinie innych – przeciwnie, warto je brać pod uwagę, wyciągać wnioski. Jednak to, co naprawdę napędza do rozwoju, to wewnętrzna motywacja i determinacja, by stać się lepszą wersją siebie. Wartości, które kierują nami od środka, mają największą moc.

ciągle więcej…

Ciągłe dążenie do poprawy to dla mnie fundament sukcesu. Jeszcze raz:

Ciągle. Dążenie. Do poprawy.

To naprawdę ważne. Niezależnie od tego, czy chodzi o rozwój zawodowy, zdrowie fizyczne, psychiczne, relacje czy pasje, powinniśmy stawiać sobie coraz wyższe cele. Nie oznacza to jednak wiecznego bycia niezadowolonym z dotychczasowych osiągnięć. Wręcz przeciwnie, każdy krok naprzód to kolejny powód do dumy i satysfakcji. Jednak prawdziwy rozwój zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu. Wymaganie od siebie „ciągle więcej” to decyzja, by nie osiadać na laurach i stale poszukiwać nowych wyzwań, które pozwolą rosnąć. Nowych wyzwań, w starych sprawach.

…zawsze od siebie, tylko od siebie

Wymagając zawsze i tylko od siebie, bierzemy pełną odpowiedzialność (ODPOWIEDZIALNOŚĆ) za wszystkie sukcesy i porażki. Tylko wtedy jesteśmy w stanie skoncentrować się na autentycznym postępie.

To my jesteśmy architektami naszego życia. To, czego pragniemy i jak daleko jesteśmy w stanie sięgnąć, zależy od naszego zaangażowania i pracy, jaką wkładamy w rozwój. Inni mogą nam wskazywać kierunek, podpowiada dokąd zmierzać, ale to my sami kroczymy wyznaczoną przez nas samych drogą. Drogą samotną.

dlaczego to działa?

Wymaganie od siebie, tylko od siebie, zawsze od siebie, daje kontrolę nad własnym rozwojem.

Każdy krok naprzód, każda pokonana trudność, jest zasługą nas samych. To daje siłę do dalszego działania i sprawia, że ścieżka rozwoju staje się trwała i stabilna. Zamiast czekać na uznanie innych, stawiamy na uznanie u siebie – i to jest największa nagroda. Jedyna, o jaką należy wyłączyć.

jak zacząć?

Jeśli kiedykolwiek poczujesz, że stoisz w miejscu, spróbuj sięgnąć po dziennik. Zacznij zapisywać swoje myśli, cele i postępy. Z czasem zobaczysz, jak wiele możesz zdziałać, gdy zaczniesz wymagać więcej – od siebie, ciągle od siebie, tylko od siebie.

Koniec roku 2024
Koniec

poniedziałek, 23.11.2020

Kto z nas nie chciałby mieć fajnego życia? Każdy szuka swojego lepszego jutra. Choć nie jest to proste – szczególnie w tym, ogarniętym pandemią, roku – to robiąc małe kroczki, można osiągnąć szczęście. Kluczem do tego nie jest jednak dodawanie rzeczy do naszego świata, a eliminacja. Przez pozbycie się kilku drobiazgów z życia, możemy znacząco poprawić jego jakość! Oto moje podpowiedzi, co warto wyrzucić ze swojej codzienności.

Zemstę

Ile razy dziennie chcemy się na kimś odegrać? Jak często w Twojej głowie pojawia się myśl: „ja mu dam!”, „ja jej pokażę!”. Wpadamy na ten „genialny” pomysł za każdym razem, gdy ktoś zajedzie nam drogę na ulicy, wepchnie się przed nami do kolejki, czy przechodząc obok w pracy, zaleje nas kawą… Wtedy najpierw pojawia się złość, a chwilę potem chęć dokonania zemsty!

Ale tak naprawdę myśląc w ten sposób, największą krzywdę robimy sobie. Pragnienie zemsty ciągnie nas w dół, sprawia, że nie potrafimy skupić się na własnym szczęściu. Lepiej odpuścić i uwolnić się od chęci zemsty.

Winę

Nie łatwo pogodzić się ze swoją przeszłością, prawda? Zapomnieć o błędach, przyjąć konsekwencję własnych czynów, pogodzić się z porażkami. Ale właśnie ta trudna droga, jest jednocześnie najlepszą do spokojnego umysłu i prawdziwego szczęścia. Zbyt długie poczucie winy wpycha nas często do klatki nieszczęścia i depresji. Powoduje, że nie jesteśmy w stanie naprawić naszych błędów. Nie pozwól, abyś był więźniem własnych wyobrażeń – uwolnij się z klatki winy, daj sobie kolejną szansę.

Toksycznych znajomych

Masz takich w swoim otoczeniu? Ludzi, którzy ciągną Cię w dół? Którzy potrafią jedynie krytykować, narzekać i się złościć? Twoi znajomi powinni być dla Ciebie wsparciem, inspirować Cię do działania, pomagać, powinieneś móc na nich liczyć. Jeżeli nie możesz powiedzieć tego o ludziach, którzy Cię otaczają – pozbądź się ich, raz na zawsze. Zobaczysz, ile spokoju wprowadzi to w Twoje życie.

Bałagan

Bałagan w łazience, bałagan na biurku, bałagan w kuchni – nie ważne, z którym z nich masz największy problem, pozbądź się każdego. Uporządkujesz swoje życie, zaczynając od porządku w Twoim otoczeniu. Zadbaj o ład w domu i w pracy. Przedmioty z naszego otoczenia potrafią w łatwy sposób zabierać życiową energię i obniżać poziom skupienia. Nie pozwól na to! Większość z tych rzeczy i tak jest przecież bezużyteczna…

Czekanie

Fajne rzeczy nie przytrafiają się tym, którzy na nie czekają, fajne rzeczy przychodzą do tych, którzy wyciągają do nich ręce. Przestań w końcu czekać, aż Twoje szczęście samo przyjdzie do Ciebie, weź sprawy w swoje ręce i zacznij coś robić, aby samemu na nie zapracować.

Oceny

Jesteśmy mistrzami w przyznawaniu ocen, a najbardziej lubimy oceniać innych, prawda? Nie mamy wpływu na to, czy inni będą nas oceniać, czy nie – mało tego, im bardziej będziemy się starać, aby tego nie robili, tym częściej będziemy oceniani. I tym mocniej to odczujemy. Jedyne co więc możemy zrobić, to przestać się przejmować ocenami, jakie dostajemy i przestać je też przyznawać innym. 

Zmartwienia

W geny człowieka wpisanie jest martwienie się. O pieniądze, pracę, zdrowie, rodzinę… martwimy się, o co tylko możemy. Najśmieszniejsze jest to, że właściwie w każdym przypadku – totalnie bezpodstawnie. Nasze zamartwianie się nic nie pomaga, do niczego nie prowadzi, nie rozwiązuje żadnych problemów – co najwyżej potrafi przyprawić nas o siwe włosy.

Skoro zamartwianie się w żadnym stopniu nie zmieni Twojej sytuacji – zmień swoje nastawienie i przestań się w końcu martwić.

Wysokie oczekiwania

Najczęściej doprowadzają nas do wyrzutów sumienia, rozczarowania i frustracji. Zamiast stawiać przed sobą (i innymi) zbyt wysokie oczekiwania, lepiej czasem wziąć na siebie plan minimum i w razie czego pozytywnie się na końcu zaskoczyć. Przy planowaniu wyzwań, lepiej być realistą, niż niepoprawnym optymistą – dzięki temu łatwiej o spokojny sen w nocy i uśmiech w ciągu dnia.

Zastosuj te kilka wskazówek, a Twoje życie z pewnością stanie się fajniejsze. Daj znać w komentarzach, która z moich porad będzie najtrudniejsza do wprowadzenia – ja mam swój typ, ciekawe, czy myślimy podobnie 😉.

piątek, 20.11.2020

Do tego odcinka zaprosiliśmy Billa Gatesa.

No prawie 😅

A tak naprawdę to Bill Gates stał się przyczyną dość ożywionej dyskusji na temat sukcesu, tego co jest ważne w życiu, czytania książek, nauki i tego co decyduje o sukcesie. Czyli czy sami jesteśmy kowalami swojego losu, czy też to przeznaczenie i urodzenie decyduje o tym kim będziemy, a kim nie będziemy w przyszłości. Oczywiście nie zabrakło w całej rozmowie informacji o Gatesie, tych związanych z biznesem, jak i kilku plotek… 😉

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

czwartek, 12.11.2020

W tym odcinku wychodzimy ze strefy komfortu i po raz pierwszy zapraszamy do audycji gościa. Jest nim Marcel Hoffman – etatowy pracownik korporacji, który od 2016 roku prowadzi bloga nastawienienarozwoj.pl poświęconego realizacji celów i rozwojowi osobistemu. Oprócz tego nagrywa podcasty, materiały wideo, czyta masę książek, uprawia sport i oczywiście realizuje swoje cele i marzenia.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec

czwartek, 29.10.2020

Tym razem w 🐽 PiG Podcaście rozmawiamy o mitycznym już wychodzeniu ze strefy komfortu. Czy to tylko modny slogan, czy może jest w tym jakiś sens? A jeżeli wychodzenie ze strefy komfortu ma sens, to jaki? Zastanawiamy się też jak ze strefy komfortu wychodzić, żeby się nie sparzyć i nie dołączyć do grona jej przeciwników. Podpowiadamy jak ćwiczyć takie wyjścia i co zrobić, gdy ze strefy komfortu wpadniemy do strefy… paniki.

Linki

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

sobota, 24.10.2020

W tym odcinku bierzemy na warsztat 7 nawyków skutecznego działania. To kultowa koncepcja opracowana przez S. R. Coveya i opisana w książce o tym samym tytule. Piotr jest jej wielkim fanem, Grzegorz natomiast darzy ją mniejszą sympatią. Czy rozmowa będzie w duchu synergii, czy może jednak zboczymy z drogi proponowanej przez Coveya? Tego dowiesz się, słuchając naszej audycji. Do 7 nawyków skutecznego działania należą:

  • bycie pro aktywnym,
  • zaczynanie z wizją końca,
  • robienie najpierw rzeczy najważniejszych,
  • w relacjach międzyludzkich dążenie do tego, by najpierw zrozumieć innych, a dopiero potem zostać zrozumianym,
  • myślenie w kategoriach wygrana-wygrana,
  • dążenie do synergii,
  • ostrzenie piły (nieustanne uczenie się).

Tu posłuchasz 🐽 PiG Podcastu

Koniec

niedziela, 19.01.2020

Rok odwagi

artykuł

Piszę do Ciebie tą wiadomość dziewiętnastego stycznia. Oznacza to, że minęło mniej więcej 5% roku. Jestem bardzo ciekawy, czy Twoje postanowienia noworoczne zdążyły już przepaść, czy jeszcze się ich trzymasz? Moje nie przepadły, ale chyba tylko dlatego, że wcale ich nie ustanawiałem. Zrobiłem za to coś zupełnie innego, ale zanim napiszę co, muszę najpierw opowiedzieć Ci co robiłem w poprzedni weekend.

Otóż w sobotę i niedzielę, moja córka miała swoje dwie imprezy urodzinowe – jedną dla koleżanek, drugą już bardziej rodzinną. Pierwszą z nich zorganizowaliśmy na lodowisku – Ala (solenizantka) i jej koleżanki jeździły cała godzinę na łyżwach – wszyscy byli zachwyceni. Dla mnie za to, było to pierwsze przyjęcie urodzinowe moich córek, na których bawiłem się równie dobrze co one. Prawie wszystko się udało. Prawie, ponieważ zaplanowaliśmy spektakularny wjazd na lodowisko z tortem, a niestety szalejący wiatr ciągle zdmuchiwał nam wszystkie świeczki… więc było dmuchanie „na sucho” i mnóstwo śmiechu ????. Oczywiście nie traktuję tego jak wpadkę, ale jako zabawną rzecz, której nie przewidzieliśmy. Ogólnie, było to wspaniałe wydarzenie, którego długo nie zapomnę (choć zorganizowane dla prawie-nastoletnich dziewczyn). Nawet moje żona była zadowolona, choć przez długi czas dość sceptycznie podchodziła do pomysłu organizacji przyjęcia urodzinowego na łyżwach.

Poprzednia niedziela upłynęła nam z kolei pod znakiem przyjęcia w gronie rodzinnym. Zaprosiliśmy tyle osób, ile tylko nam się mieści w domu i świętowaliśmy urodziny. Mamy w domu z Ewą pewien układ na takie okazje: ona wybiera dania a ja je gotuję. W ten sposób każdy dostaje to, co lubi – ja mogę gotować, a Ewa dostaje swoje ulubione potrawy ????. I tym razem wymyśliła rosotto – trudne, ale wyjątkowo wdzięczne danie. Postanowiłem jednak nie poprzestawać na tym: pomyślałem, że zrobimy całe przyjęcie w stylu włoskim. Na początek podaliśmy bruschetty, potem przepyszną zupę minestrone, risotto, deser i na kolację przepyszne, domowe, włoskie pizze. Nie zabrakło pomidorów, sosów, serów czy bazylii. I oczywiście świeżo upieczonego chleba (kilka tygodni temu dostaliśmy taką maszynkę do jego wypiekania i muszę przyznać, że zbzikowałem na tym punkcie totalnie). A najlepsze jest to, że chyba wszystko się udało i smakowało gościom. Ewa jak zwykle trochę na początku panikowała, ale ostatecznie sama przyznała, że było super. Tak właśnie minęł mi cały poprzedni weekend.

A dlaczego właściwie Ci o tym wszystkim opowiadam? Już tłumaczę.

Nie od dziś wiadomo, że postanowienia noworoczne nie mają większego sensu. Mało komu udaje się je utrzymać dłużej niż tydzień, a jeszcze mniejsza liczba osób przekształcić w nawyki. Został nawet wyznaczony dzień, do którego statystycznie rzecz biorąc, większość postanowień noworocznych została już dawno spisana na stary. Przypada on w trzeci poniedziałek roku, czyli jutro. Nazywamy go Najsmutniejszym Dniem Roku (Blue Monday). Dlatego też, podobnie jak w latach poprzednich, tak i tym razem, nie tworzyłem dla siebie żadnych postanowień noworocznych, nie wyznaczałem też wielkich celów, zrobiłem za to coś o wiele lepszego – wyznaczyłem na rok 2020 temat. A jest nim odwaga. 

Pierwszy raz o tej technice planowania okresów usłyszałem w podcaście Cortex. Jego prowadzący, znany youtuber CGP Grey oraz podcaster Myke Hurley, od kilku już lat wyznaczają i opowiadają o swoich tematach na różne okresy w życiu. Zainspirowany ich działaniem, rok temu postanowiłem że i ja, zamiast podejmować bezsensowne postanowienia noworoczne, będę wybierać na każdy rok temat. A różnica pomiędzy jednym i drugim jest ogromna. Postanowienia noworoczne to coś zamkniętego, dokładnie określonego, wymagającego konkretnego działania, zazwyczaj obejmującego rzecz, którą sami nie wierzymy, że jesteśmy w stanie zrealizować. Bliższe są ona naszym marzeniom, niż planom. Trzy najpopularniejsze przykłady postanowień noworocznych to rzucanie palenia, przejście na dietę i rozpoczęcie przygody z siłownią. Ale czy tak na prawdę znasz kogoś, kto rzucił palenie w sylwestra i wytrzyma dłużej, niż tydzień? Podejrzewam, że po zabawie sylwestrowej mało kto wytrzymuje z takim postanowieniem choć dwa dni. Z dietą pewnie jest podobnie. Jedynie siłownia czasem się przedłuża o kilka dni, czy tygodni ze względu na wykupiony wcześniej, w przypływie emocji, karnet.

Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy zamiast tworzyć noworoczne postanowienia, wyznaczymy na dany okres temat. I aby jeszcze lepiej pokazać Ci na czym polega różnica, powrócę na chwilę do moich wcześniejszych dwóch historii. Tak na prawdę cały mój ostatni weekend stał dla mnie mocno pod znakiem odwagi. Od samego początku rozsądek podpowiadał, aby zorganizować pierwsze przyjęcie urodzinowe mojej córki w sali zabaw, albo w domu – zrobić to standardowo, po najmniejszej linii oporu. Przecież nie potrzeba wiele, aby dzieciaki się dobrze bawiły. Szczególnie, że mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowanie wszystkiego, nie mogliśmy przewidzieć pogody (w sumie trochę mogliśmy, a na tydzień przed urodzinami, mój iPhone pokazywał, że w czasie przyjęcia będzie lekko padało, co się na szczęście nie sprawdziło…), a do ostatniego dnia nie mieliśmy nikogo, kto poprowadziłby dla dzieciaków zabawy na lodzie. To samo dotyczyło drugiego przyjęcia – zamiast wymyślać całe włoskie menu, mogłem pójść na łatwiznę, przygotować dwie standardowe sałatki, tradycyjny rosół, kupić kilka gotowych produktów, nie bawić się w wypiekanie chleba. Tym bardziej, że tego dnia gościło u nas kilkanaście osób, a gotowałem tylko ja i to w naszej niezbyt dużej kuchni. Jednak i w pierwszym i w drugim przypadku podjąłem decyzję, że nie nie boję się ryzyka, nie boję się dodatkowej pracy, chcę podjąć walkę, aby móc być później z siebie dumnym. Podjąłem takie, a nie inne decyzje, ponieważ ten rok stoi u mnie właśnie pod znakiem odwagi. Rok odwagi. Planując kolejne wydarzenia, właśnie to biorę pod uwagę. Widzisz różnicę w stosunku do postanowień noworocznych? Mam nadzieję, że tak.

Mam dzisiaj do Ciebie jedno pytanie: Czy planujesz z wyprzedzeniem okresy w swoim życiu?

Koniec roku 2020
Koniec

wtorek, 07.05.2019

Jaka jest Twoja supermoc? Każdy z nas je ma, wystarczy poszukać. A gdy już znajdziesz pierwszą z nich, albo dwie pierwsze, być może odnajdziesz od razu swoje top trzy supermocy, wtedy zrozumiesz, że i Ty może możesz być swoim własnym superbohaterem. To nie takie trudne i wystarczy uwierzyć, że na to zasługujesz, że możesz nim być i jesteś! Odnalezienie swoich supermocy to również pierwszy krok do ich rozwoju. A gdy inwestujesz czas w siebie, w to, co w Tobie najlepsze, zwiększasz swoje poczucie bezpieczeństwa i kontroli, ale również satysfakcji i radości. Jeżeli masz trudności ze znalezieniem swoich supermocy, nie bój się zapytać – przyjaciół, rodziny, poszukajcie wspólnie. Najbliżsi z pewnością pomogą. A może dzięki temu i oni odszukają swoje supermoce?

Koniec roku 2019
Koniec

wtorek, 12.07.2016

W 2013 roku, Instytut Gallupa przeprowadził badania, które pokazały, że aż 70% osób nie lubi swojej pracy. Liczba ta jest przerażająca – przecież w pracy spędzamy ogromną część naszego życia a zadowolenie z niej wpływa nie tylko na naszą efektywność, ale również nastrój, zdrowie oraz jakość życia. Jeżeli należysz do tej grupy, chciałbym pokazać Ci kilka sposobów na to, jak możesz to zmienić i polubić swoją prace.

Zmień podejście

Każda praca ma jakieś zalety – pytanie tylko, czy potrafisz je zauważyć i czerpać z nich satysfakcję? Aby polubić swoją pracę, musisz przede wszystkim odkryć jej wszystkie zalety. Nie pozwól, aby niedogodności związane z tym co robisz, przesłaniały Ci jej pozytywne aspekty. Spisz na kartce wszystkie plusy związane z Twoją pracą.Przeanalizuj każdy z nich i ustaw w kolejności od takiego, który daje Ci najwięcej siły. Taką listę miej zawsze przy sobie i czytaj codziennie rano przed rozpoczęciem pracy. Takie przygotowanie nastawi Cię pozytywnie i pozwoli przejść w dobrym humorze przez kolejny dzień.

Znajdź swój cel

Nikt z nas nie pracuje z nudów, każdy ma jakiś cel – dla jednych to zbieranie pieniędzy na podróż dookoła świata, dla innych zapewnienie swojej rodzinie lepszego jutra. Nie ważne, czy Twój cel jest wzniosły, przyziemny, mały czy duży – najważniejsze, aby był Twój. Być może praca pozwala Ci realizować hobby, leczyć chore dziecko, czy spłacać kredyt na wymarzone mieszkanie. Każdy pracuje z innego powodu a historii jest tyle, ile opowiadających. Pamiętaj o swoim celu i z satysfakcją spoglądaj na każdy zakończony dzień pracy – jesteś o jeden dzień bliżej do jego osiągnięcia.

Rozwijaj się

Nic tak nie frustruje, jak stanie w miejscu. Dlatego też zrób co tylko możesz, aby Twoja praca dawała Ci nie tylko pieniądze, ale również nowe umiejętności. Podejmuj się nowych wyzwań, staraj się rozwijać i każdego dnia uczyć czegoś nowego. To nie takie trudne jak myślisz a efekty mogą Cię pozytywnie zaskoczyć – być może zmianę Twojego podejścia i wzrost zaangażowania, docenisz nie tylko Ty sam, ale i Twój szef.

Poszukaj problemu i rozwiąż go

Zastanawiasz się czasami, dlaczego właściwie nie lubisz swojej pracy? Być może masz za dużo, albo za mało, obowiązków? Problemem są osoby z którymi pracujesz, czy miejsce? A może nie potrafisz dopasować się do ludzi z którymi spotykasz się w pracy? Zadaj sobie te pytania i poszukaj odpowiedzi. Uświadomienie sobie gdzie leży problem to pierwszy krok do jego rozwiązania.

Komunikuj się

Jeżeli masz problem ze swoim szefem albo współpracownikami – porozmawiaj z nimi. Spróbuj rozwiązać problem, może krótka rozmowa i wyjaśnienie, pozwolą Ci na nowo cieszyć się wykonywanym zajęciem. Skrywanie emocji i potrzeb nigdy nie pozwoli Ci osiągnąć pełni satysfakcji ze swojej pracy. Pamiętaj, że problemy, szczególnie te personalne, się same nie rozwiązują – za to potrafią się kumulować i rosnąć. Być może rozmowa sprawi, że lepiej będzie się pracowało zarówno Tobie, jak i osobom z którymi pracujesz.

Zadbaj o swoje miejsce pracy

Drobiazgi mają znaczenie, i to większe, niż Ci się wydaje. Niewygodne krzesło, kiwający się stolik, czy źle ustawione biurka w pokoju – takie rzeczy potrafią skutecznie zniechęcić do pracy. Rozejrzyj się dookoła i zobacz, co możesz poprawić i zmienić. Może się okazać, że jeden mały drobiazg zmieni ponure biuro w całkiem przyjemne miejsce. W proces zmian możesz zaangażować zarówno współpracowników, jak i Twojego szefa. Wspólnie możecie zaplanować przemeblowanie albo sprzątanie. Pomocne mogą też okazać się osobiste drobiazgi – zdjęcie ukochanej osoby na biurku czy ulubiony kubek do kawy. Jeżeli sprawisz, że Twoje miejsce pracy będzie Ci się kojarzyło pozytywnie, z pewnością z większą ochotą przyjdzie Ci spędzanie w nim każdego kolejnego dnia.

Prowadź pamiętnik

Nie bez powodu ten punkt przewija się przez większość moich wpisów. Pamiętnik to jedna z najlepszych metod porządkowania siebie, uświadamiania sobie i rozwiązywania problemów. Pozwala na przełamanie schematu codziennego myślenia i analizę myśli. Polecam Ci przeczytanie mojego wcześniejszego wpisu na ten temat (o tutaj).

Uważasz że moją listę porad można uzupełnić o dodatkowe wskazówki? Co sądzisz o tych, które opisałem? Myślisz, że są w stanie pomóc Ci na nowo polubić Twoją pracę? Zachęcam Cię do rozmowyw komentarzach poniżej i życzę Ci powodzenia w zmienianiu Twojego życia – przecież praca jest jego bardzo istotną częścią!

Koniec

poniedziałek, 16.05.2016

Z czym kojarzy Ci się pisanie pamiętnika lub dziennika? Z dzieciństwem i podstawówką? Wiele osób tak właśnie postrzega spisywanie wspomnień – jak szkolną zabawę. Tymczasem jest to jedna z najlepszych metod przyspieszenia swojego rozwoju i porządkowania siebie! Pozwala na przełamanie schematu codziennego myślenia i analizę myśli – dzięki niej łatwiej można docenić to co udało się już osiągnąć. Zarówno dziennik, jak i pamiętnik, pozwalają złapać dystans do codziennych spraw i ostudzić buzujące po całym dniu emocje. Szkoda, że większość z nas porzuca pisanie pamiętnika razem ze szkołą.

Na czym polega różnica?

W teorii pamiętnik i dziennik różnią się mocno. Pamiętnik, jest zbiorem zapisanych myśli, które chcielibyśmy zapamiętać (ha – nazwa mówi sama za siebie). Dziennik natomiast z założenia jest szeregiem uporządkowanych chronologicznie zapisów prowadzonych regularnie z dnia na dzień. Również forma zapisu jest różna – w pamiętniku piszemy w formie pierwszo- lub drugoosobowej, zwracając się jak do innej osoby, często też komentujemy opisywane zdarzenia. Dziennik jest bardziej formalny, uporządkowany i wymaga regularności i konsekwencji a forma zazwyczaj jest pierwszoosobowa.

Żadna z opisanych form nie była jednak dla mnie wystarczająca i odpowiednia – lub inaczej: moja wizja opisywania dnia, nie mieściła się w żadnej z tych ram. Prowadzę więc coś w rodzaju dzienniko-pamiętnika 🙂 czyli tworu pomiędzy dziennikiem a pamiętnikiem. Zaczerpnięta z dziennika regularność i powtarzalna forma, wraz ze swobodą, rodzajem treści i formą narracji, jakie mieszczą się w ramie pamiętnika, tworzy dla mnie idealną, prostą do uzupełniania formę, którą (przy odrobinie chęci) każdy da radę utrzymać. Mój osobisty notes jest więc raz pamiętnikiem a innym razem dziennikiem – z tego też powodu, używam jak widzisz w tym wpisie obydwu nazw.

Dlaczego warto?

Jedno chciałbym Ci uświadomić: prowadzenie dziennika lub pamiętnika jest absolutnie dla każdego – bez względu na wiek, płeć, stan materialny czy wykształcenie. Jeżeli uda mi się namówić Cię do spisywania swoich myśli, zobaczysz jak bardzo pozytywnie wpłynie to na Twoje życie – poprawi jego jakość i sprawi, że poczujesz się szczęśliwszy. Nauczysz się:

Spostrzegawczości

Opisując miniony dzień w pamiętniku, przeżywasz wszystkie wydarzenia raz jeszcze. Po jakimś czasie zauważysz, że zapamiętujesz coraz więcej szczegółów, stajesz się bardziej spostrzegawczy/a, zaczynasz dostrzegać zarówno pozytywne jak i negatywne strony każdej sytuacji.

Otwierać i zamykać każdy dzień

Czytałeś mój wpis o tym jak ważne jest odpowiednie przygotowanie snu? Jeżeli nie, możesz przejść do niego o tu. Każdego dnia przez naszą głowę przechodzi tysiące myśli i emocji. Czasem na koniec dnia czujemy niepokój, jesteśmy zdenerwowani, smutni, przygnębieni – i nie potrafimy znaleźć żadnego konkretnego powodu takiego stanu. Wieczorne spisywanie myśli w pamiętniku to wspaniała możliwość zamknięcia dnia, odłożenia go na bok i przygotowanie się do snu.

Równie cenne będzie sięganie do pamiętnika zaraz po przebudzeniu – poranne przemyślenia przelane na papier (lub klawiaturę – jak wolisz), pomogą Ci przygotować się do nowego dnia. Dzięki temu uda Ci się nakreślić małe cele które chcesz i jesteś w stanie osiągnąć.

Wyrażać emocje

Tak wiele osób ma problem z wyrażaniem emocji. Codzienne próby opisania swoich uczuć w pamiętniku, pozwalają nie tylko sięgać coraz dalej w głąb siebie, określać przyczyny stanu w jakim się znajdujesz ale również uczą Cię rozmawiać ze sobą, o sobie. Zadanie to może wydawać się na pożor proste, lecz w praktyce okazuje się często ciężką do pokonania barierą. Jeżeli jednak uda Ci się ją sforsować, odkryjesz w sobie nowe pokłady energii i siły do dalszego działania.

Spisywać swoją historię

Czy zdarza Ci się czasami powiedzieć „kiedyś z pewnością napiszę o tym książkę!”? Zastanów się jednak, czy dajesz sobie jakąkolwiek na to szansę? (Zakładam, że nie prowadzisz jeszcze swojego dziennika.) Czy w przyszłości będziesz mógł opowiedzieć swojemu dziecku jakie były Twoje uczucia przed egzaminem, ślubem albo zaraz po jego narodzeniu? Prowadząc regularnie pamiętnik albo dziennik, możesz nie tylko tworzyć, ale i spisywać historię swojego życia.

W jakiej formie i gdzie?

Musisz zadać sobie to pytanie i szczerze na nie odpowiedzieć. Forma w jakiej będziesz pisać swój pamiętnik jest niezwykle ważna – będzie Cię ona motywowała albo zniechęcała do dalszego pisania. Pamiętaj, aby nie wybierać rozwiązania które chciałbyś używać, tylko takie, które możesz użyć. Twoim dziennikiem może być zarówno papierowy zeszyt, jak i smartphone, tablet albo komputer. Możesz również pisać na małych karteczkach i wkładać je do jednego pudełka. Liczy się systematyczność – formę dobierz odpowiednią dla siebie.

Dla mnie najlepszym rozwiązaniem na pisanie w pamiętniku okazała się aplikacja w iPhone – jest zawsze przy mnie, a gdy wstaję rano i załatwię swoje poranne czynności toaletowe, wstawiam wodę na kawę i siadam z nim przy stole spisując poranne myśli i przygotowując się psychicznie do nadchodzącego dnia. Wieczorem, po rodzinnej kolacji, chowam się na 15 minut w pokojach moich córek (które w tym samym czasie oglądają zazwyczaj bajki na dobranoc) i spokojnie przystępuję z iPhonem do analizy mojego dnia.

Używam do tego aplikacji Grid Diary (strona wwwApp Store), którą zainstalowałem zarówno w iPhonie, jak i iPadzie. Wszystkie moje myśli przechowywane są w chmurze i synchronizują się pomiędzy urządzeniami. Aplikacja dostępna jest tylko i wyłącznie na urządzenia mobilne Apple.

Mogę Ci również polecić dość popularną aplikację Day One (strona wwwApp StoreMac App Store), dostępną dla iPhonea, iPada i Maca. Zarówno Grid Diary, jak i Day One, są aplikacjami płatnymi, jednak z mojej perspektywy, korzyści jaki przyniosły (używałem wcześniej Day One, więc musiałem zakupić obydwie) spowodowały że zakup z czasem stał się bardzo opłacalny.

Jeżeli używasz urządzeń z systemem Android, ciekawym rozwiązanie będzie dla Ciebie z pewnością aplikacja Journey – Diary, Journal (Strona wwwGoogle Play Store). Dostępna jest również wersja online i dedykowana aplikacja dla komputerów Mac (aplikacja dla systemów Windows jest podobno w drodze). Jeżeli chcesz używać jej tylko i wyłącznie na smartphonie i nie przeszkadzają Ci (rozpraszające!) reklamy, to możesz używać wersji darmowej. Jeżeli jednak chcesz faktycznie zaangażować się w pisanie dziennika lub pamiętnika, będziesz prawdopodobnie musiał zainwestować.

Alternatywnym rozwiązaniem dla urządzeń z systemem Android, może być użycie aplikacji Diaro (strona wwwGoogle Play Store). Diaro oferuje także możliwość zarządzania swoim pamiętnikiem z poziomu strony www.

Bardzo ciekawe podejście do prowadzenia dziennika dają nam aplikacje nie do końca do tego przeznaczone, jak Microsoft OneNote czy Evernote. Obydwa programy teoretycznie przeznaczone są do zapisywania w nich notatek, jednak w praktyce, idealnie sprawdzają się jako środowisko do prowadzenia pamiętnika lub dziennika. Co więcej – obydwie są bezpłatne (Evernote posiada też rozszerzone, płatne pakiety, ale na potrzeby pamiętnika wersja podstawowa jest wystarczająca) i dostępne są na większości platform mobilnych i systemów operacyjnych. Dodatkowo, i Evernote, i Microsoft OneNote oferują dostęp do notesów z poziomu strony www – możemy więc pisać na każdym komputerze podłączonym do internetu, bez konieczności instalowania aplikacji. Bardzo ciekawą opcją opisywanych dwóch usług jest możliwość dodawania notatek poprzez wysłanie ich w treści wiadomości e-mail na specjalny adres. Taka wiadomość zamienia się automatycznie w nową notatkę i trafia bezpośrednio do Evernote lub OneNote. Pomyśl – możesz pisać swój dziennik poprzez pisanie wiadomości – to prawie jak rozmowa, tyle, że z samym sobą.

Warto również rozważyć rozwiązania jakie oferują nam serwisy internetowe przeznaczone do prowadzenia dzienników i pamiętników. Jednym z nich jest serwisów LifeTile – polecam Ci abyś obejrzał krótki film promocyjny na stronie www, inspiruje do pisania.

Jeżeli nie potrafisz zaufać chmurze, serwisom online, czy aplikacji na smartphona, pamiętaj, że do pisania pamiętnika, wystarczy Ci zwykły notatnik w komputerze, program Word, czy klient poczty e-mail. Możesz przecież założyć sobie specjalny adres e-mail, na który będziesz mógł/mogła pisać do siebie wiadomości ze wspomnieniami – na przykład pamietnikgrzegorza(małpa)gmail.com. I już. Siadasz co wieczór i wysyłasz maila, które porządkują się same według dat i czekają tylko na przeczytanie w przyszłości.

Mój system

Długo szukałem odpowiedniej dla siebie drogi do prowadzenia pamiętnika. Zaczynałem dawno temu, korzystając z Evernote, przez długi czas próbowałem też używać (masowo chwalonej w internecie) aplikacji DayOne, jednak efekty mojej pracy były mizerne. Opracowany przeze mnie system nie motywował mnie do pisania i często zdarzało mi się pominąć jeden, czy kilka wpisów.

Dopiero aplikacja Grid Diary pozwoliła mi poprowadzić mój pamiętnik w sposób dla mnie odpowiedni. Czym mnie urzekła?

Po pierwsze, aplikacja sama przypomina mi, gdy spóźniam się z pisaniem. Robi to w bardzo fajny sposób – wysyłając mi komunikaty informujące, że dodanie kolejnego wpisu nie zajmie mi przecież więcej niż 5 minut. Takie upomnienie często bardzo pomaga. Po drugie, gdy otwieram aplikację, nie dostaję pustej kartki (tak najczęściej jest w przypadku większości tego typu usług), tylko siatkę składającą się z 8 pól. W każdym polu znajduje się jedno pytanie pomagające zacząć pisać. Pytania te można oczywiście ustalić sobie samemu. Moje prowadzenie dziennika polega więc na odpowiadaniu na pytania. Czy to nie jest proste? 🙂

Ustawione przeze mnie w aplikacji pytania dotyczą między innymi tego za co jestem wdzięczny po dzisiejszym dniu lub co chciałbym poprawić jutro. Mogę odpowiadać jednym wyrazem, zdaniem albo rozpisywać długie wywody. Aplikacja pomaga mi być systematycznym i ułatwia prowadzenie dziennika – a najczęściej nie mam na to tyle czasu, ile chciałbym poświęcić każdego dnia. Jeżeli jesteś posiadaczem iPhonea, polecam również Tobie sprawdzenie tej aplikacji. Jeżeli używasz smartphona z systemem Android, koniecznie sprawdź opisaną aplikację Journey – Diary, Journal.

Jak zacząć?

Tu i teraz! Weź kartkę i długopis, albo komputer czy telefon i zacznij pisać! Właśnie ta chwila jest najlepsza aby zacząć. I nie przejmuj się, jeżeli za pierwszym razem napiszesz tylko jedno „Dzień dobry pamiętniku”. Ważne jest, aby udało Ci się zaglądać do niego każdego dnia – z czasem zobaczysz że zaczną się w nim pojawiać coraz dłuższe myśli. Napisz proszę w komentarzach, czy moje przemyślenia pomogły Ci w rozpoczęciu Twojej przygody z pamiętnikiem lub dziennikiem.

Życzę Ci powodzenia!